Halina Cieszkowska: Nikt z nas nie widział…znaczy akurat panie z księgarni nie widziały, ja nie widziałam… ale wiem, że był ten pan, co do którego mieliśmy duże wątpliwości czy on tego.. zasłużył sobie na tego… na ten pomnik…co to chwała Bogu nareszcie go nie mamy! – czyli to był ten tzw. Guma.
Moje panie z księgarni Gumy nie pamiętają. Pamiętają innych pijaczków, którzy przychodzili do nich po parę groszy, też byli uciążliwi dość, bo przychodzili tam i… trzeba było z nimi grzecznie, ale oni też byli grzeczni na ogół.
Byłam przerażona! Po prostu mi się to nie podobało. Potem myślałam sobie: „Boże, że mamy tego Dziadka Lisieckiego, który taki był zasłużony dla tej Pragi, a tam nawet tablicy nie ma, a tu takie głupstwa dają? Coś takiego?” No byłam przerażona! I zaczęłam zbierać podpisy. I zebrałam dużo podpisów …nawet mam list pani burmistrz, odpowiedź pani burmistrz i złożyłam to wszystko w sekretariacie… Chodziłam po domach, zebrałam też z 50 podpisów, a była to zima ciężka… ! Więc była to ciężka praca… Ludzie tutaj byli po prostu oburzeni, obrażeni, rozżaleni… a ja ich wszystkich lubię! To zdecydowałam się w ich imieniu wystąpić! – No jak to alkoholik?! Może nie był nawet złodziejem, no… ale taki menel…? Chodził tam po tych różnych złomowiskach… Ale, że tam dzieciakom, zawsze jakieś cukierki miał przy sobie czy coś… dawał.. pewnie nie był złym człowiekiem, no – nie wiemy. A że się rodzina jego zgodziła na to?! – to ja nie wiem! Bo rodzina się musiała zgodzić… ja nie wiem jak to się stało. Bo rodzina jego jeszcze żyje, on miał jakąś rodzinę, to nie był wcale taki stary człowiek. A ja go nie spotykałam osobiście, no… Więc jako obraz Pragi dać kogoś..bo uważam, że jeżeli jest pomnik..no to musi kogoś przedstawiać, musi być jakimś..no..powodować jakiś szacunek o tych ludzi..no..musi być tym pomnikiem, prawda?! No to taki człowiek już nie bardzo jest wizytówką.. to jest wizytówka Pragi taka… i dlaczego wizytówka Pragi jest taka właśnie? Przecież mogła być zupełnie inna wizytówka, a nie taka! Byli rozżaleni ci ludzie..naprawdę.. Ja się z nimi solidaryzowałam, więc chodziłam, zbierałam podpisy, potem napisałam list… naturalnie… żeby był mądry jak najbardziej…tam wszystko wyłuszczyłam o czym ja myślę i dlaczego ja jestem przeciwko temu, dlaczego ja występuję w imieniu tych ludzi.. I pani zaniosłam i naturalnie musiała mi odpowiedzieć, bo jej zaniosłam osobiście… Odpowiedziała pani burmistrz mi i napisała mi, że: „Proszę pani, chodziło o to żeby zaszokować ludzi! Chodziło o zaszokowanie ludzi i pokazanie problemu…” Ja chciałam jej odpisać, ale już nie odpisałam, że: „Kochana pani, my to wszystko wiemy, my to wszystko znamy – nas nie trzeba szokować! Tylko nie mamy pieniędzy żeby dużo zrobić w tej materii, a pani ma możliwości finansowe…” bo jeszcze powiedzieli, że to bardzo drogo kosztowało, bo potem się okazało.. i napisała mi tak: „Nic to gminy nie kosztowało, ponieważ pan obiecał.. (zrobił dwa).. i jeden z nich poszedł gdzieś tam do muzeum..sztuki nowoczesnej… -coś takiego, taak… No więc z tego wybrnęła tak- prawda? Że nie.. A w ogóle, to było tak, że: „Bo widzi pani…” bo ja napisała: „We pani co…” – bo taka była reakcja, że jak przechodziłam obok niego, to po pierwsze ..zdenerwował się motorniczy kiedyś i zaczął dzwonić, dzwonić na tą osobę, bo on stał nad samym ten..nad przejściem przez jezdnię… dzwonił, w końcu zatrzymał tramwaj.. ( bo dopiero wyjechał).. zatrzymał tramwaj i jak wysiadł, jak się wygiął.. zobaczył co to jest, no to trochę się pośmiał i tak dalej, wsiadł i tego… Ale jakaś pani emerytka no to się rozżaliła ogromnie, tak się nim przejęła.. mówiła, że omal serce jej nie wyskoczyło jak zobaczyła, że jakiś człowiek na drodze stoi i ma przechodzić, chwieję się – bo to było na takich rurach, na takich..tych no…na sprężynach – że taki biedny, że się tu chwieje..no, była przerażona! Bo goła głowa i tylko ta kurtka..prawda? A potem, to już mu za każdym razem dawali nowe czapeczki! Bo wiecie… nie wiedzieliście o tym?…za każdym razem, jak ja przechodziłam… a po tygodniu na nim inna czapeczka, a potem inna czapeczka! Bo tamtą to już pewnie ktoś zabrał. Mało! Widziałam raz jak na przykład..widziałam różne wypadki… widziałam raz jak mu ktoś kanapkę włożył pod pachę, a jak wracałam ze sklepów kanapki nie było! Potem widziałam jak jakieś dziecko go obsiusiało – autentycznie! No więc..może to i zabawne, ale ja rozumiem również tych ludzi… Żeby zrobili taką zabawną przekupkę przy Bazarze Różyckiego… Ale dlaczego zrobili na przykład tych grajków? Jakaż to jest to orkiestra, no? Jakiż to świetny pomysł jest, no? Wstyd dla Pragi, że… jaki to jest obraz Pragi? Przyjeżdżali przecież z Zach..Z Pragi lewobrzeżnej robili zdjęcia temu! Zrobili jakąś uroczystość jak to wystawiali… ja nie wiedziałam o tym wszystkim! To były duże mrozy.. ja nawet nie wiedziałam, że jakaś uroczystość była… Może to była dobra inicjatywa tych psychologów, którzy byli tutaj..jak to się mówi..przy naszych władzach tutaj … Byli jacyś psychologowie..ja się dopiero potem dowiedziałam..i to byli studenci i oni chodzili tutaj i oni udawali, że oni też są tacy, żeby się właśnie w te miejsca dostać. I oni się dostawali tam i starali się z młodzieżą tą jakoś rozmawiać, bo ona sama by z nikim innym w ogóle nie rozmawiała… I to na pewno były dobre intencje i to właśnie oni dla dwóch jakiś, których chcieli pozyskać, dwóch jakiś czternastolatków, zdecydowali, że oni też coś zrobią..bo oni nie mają pojęcia co to jest sztuka, co to jest architektura… nawet niektórzy z nich nie byli ani razu na lewobrzeżnej Warszawie! Odbudowanej… Więc żeby coś dla tej młodzieży dać, niech oni coś zrobią… To wy zrobicie. I taki znany jest tutaj rzeźbiarz.. pan..już nie pamiętam nazwisko.. myśli mi się, że Alzheimer, no.. no to właśnie ten pan, rzeźbiarz, tutejszy..zdecydował żeby w jego pracowni, że on udostępni..że to będzie jak gdyby ich twór… Ale oni sobie zażyczyli Gumę! Tak to wyglądało… Tak musieliśmy się z tym pogodzić, że tak będzie i jeszcze będziemy płacić jako dodatek do tego..podatku, pewnie Ci sklepikarze będą płacić za renowację tego! No i wzięli go na jakąś renowację i później go znowu zamontowali.. Ale jak go wzięli w zeszłym roku, to myśmy tylko liczyli tygodnie… „Chyba już nie wróci? Chyba nie wróci…” – no i nie wrócił.