Elżbieta Ejgin: O! No! (śmiech) Z moich grzechów dzieciństwa pamiętasz aniołka w kościele? Jak rączkę wyciągał i tam mu się pieniążek wkładało? A ja do niego chodziłam po pieniądze na lody! (śmiech) Ja byłam przekonana, że aniołek mi daje! No bo z tą wystawioną ręką… Ja do dzisiaj pamiętam wygląd tych jedno i dwuzłotówek. Dwuzłotówka była różowa, takie papierowe pieniądze, takiej wielkości, takie nieduże jak bułgarskie kiedyś były. I jednozłotówka była zielona, dwuzłotówka była różowa właśnie. Jakiś pomarańczowy były jakieś, pomarańczowe były – nie pamiętam. I ja jak w kościele była msza i tam ludzie chodzili i temu aniołkowi… a on głową kiwał czy coś takiego – dzieciakom się to wszystkim podobało, więc to dzieci głównie chodziły, no to ja też poszłam! Tylko, że ja w drugą stronę! (śmiech) Z rąk mu brałam… i na lody leciałam! Lodziarz jeździł z takim wózkiem. Dopiero, nie pamiętam, ktoś mi to powiedział, okropnie zawstydziłam, ale… zawsze stałam: Poproszę tego… (śmiech)