UWAGA: Ten epizod możesz także znaleźć na naszym kanale na YT

Prowadzący: To porozmawiajmy o książkach w takim razie. Ulubieni książkowi bohaterowie
z dzieciństwa tudzież książki.

Aleksandra Petryna: Więc ulubionymi moimi książkami to były bajki braci Grimm. I ciekawą rzeczą jest, że te wszystkie bajki braci Grimm, to były niemieccy autorzy tych bajek, zawierały w sobie tyle okruceństwa. Były takie…

P: Naturalistyczne.

A.P.: Oni… Tak. Te wszystkie, te wszyscy bohaterowie tych bajek, to zawsze tam było coś okrutnego. Jakaś, na tym…

P: No i jak pani jako dziecko reagowała na to okrucieństwo?

A.P.: A mnie to się podobało. No jako dziecku to mi się podobało. Na przykład Jaś i Małgosia to taka bajka, gdzie tam Jaś i Małgosia spalili Babę Jagę w piecu, no to proszę bardzo – krematoria. Na tych bajkach szkolili się Hitler, Hitlerjugend. Oni to już od dzieciństwa wpajali w tych dzieci te okruceństwo, no Babę Jagę spalili, Jasia i Małgosię mieli tam spalić czy coś takiego. Było tyle w tych, bajki Grimm zawierają bardzo dużo okruceństwa. I to jeżeli to się już zakoduje w umyśle dziecka, to dziecku się to podoba. To się podoba. Ja pamiętam, że też naślad… w zabawach takich z tą koleżanką naśladowałam takich… takie okrutne, okrutne kobiety, które tam męczyły tam Kopciuszka czy kogokolwiek. No jednym słowem mi się to okruceństwo podobało. Bajki Andersena są troszkę inne, one mają trochę bardziej takie ideowe wskazania, natomiast bajki bracia Grimm uważam, że powinny być wogle zakazane dla dzieci.

P: Zakazane?

A.P.: No tak.

P: Aż tak? Kategorycznie?

A.P.: Tak myślę, bo to jednak zaczyna się coś dziecku podobać.

P: Ale ja też pamiętam, że też te bajki, które tak naprawdę wydaje mi się, że w ogóle nie są bajkami, Andersena, ale to już pomijając to, tylko takimi przypowieściami, tam też było dużo smutnych takich… O słowiku pamiętam, który na koniec bajki przecież zostaje pochowany…

A.P.: Słowik gdzieś odleciał, do jakichś obcych krai, prawda, a temu cesarzowi zrobili jakiegoś sztucznego słowika, który mu się nie podobał i nie wiedział właśnie, jak tego… I po jakimś czasie słowik przecież przyleciał. Przyleciał! I jemu chyba zaśpiewał, i dzięki temu ten cesarz nabrał siły i rano wstał, jakby ożywiony. Coś takiego było. Ja do dziś trzymam bajki Andersena i czasami lubię sobie poczytać. Mnie interesowały lalki i bawienie się w taką właśnie dobrą mamę… Miałam swoją ulubioną lalkę, którą kochałam, i innych nie tolerowałam, to znaczy nie miałam innych, które bym darzyła miłością. Tylko jedną, jedną jedyną lalkę. I to jeszcze bardzo ciekawa rzecz, jak w czasie, znaczy jak Niemcy, znaczy zaczęła się wojna, wujek nas wywiózł na taką wieś w lubelskim gdzieś, nazywała się Kamionka. I ja tą lalkę miałam ze sobą. I przyszła jesień. I widziałam, że jej za zimno, bo ona ma sukienkę układaną w fałdy, ale ma krótki rękawek i trzeba było jej uszyć sukienkę, ja pamiętam, że rozprułam tą spódniczkę i uszyłam jej sukienkę z długim rękawem. Ale nie miałam ani igły, ani nitki. I na oknie u tej gospodyni wiejskiej zauważyłam, że tam jest szpulka z nićmi, jest igła. Ja tak pomału chodziłam, po kawałku urywałam tej nitki, i te, wzięłam tą igłę i uszyłam sukienkę. Z taką… Mówię, po prostu się mówi, kradłam tą nitkę, żeby tej lalce uszyć sukienkę, żeby jej było ciepło.

P: No to rzeczywiście, była pani silnie jakby związana z tym przedmiotem właśnie…

A.P.: No tak. Tak.

P: Z tą lalką.

A.P.: Tą lalkę utożsamiałam ze swoim jakimś dzieckiem, to był taki, ja wiem, prototyp chyba mojej córki później.

P: A to córka później się pojawiła faktycznie?

A.P.: Tak, mam córkę, tak. I pamiętam, że jako taka dziewczynka, to pragnęłam mieć dziecko, ale nie mieć męża.

P: No, nie chcę pytać, czy to się w jakiś sposób też spełniło.

A.P.: To się też tak sprawdziło, bo wyszłam za mąż i bardzo krótko moje małżeństwo trwało, bo tylko trzy lata, bo ja nie umiałam się znaleźć z tym, z tym mężczyzną, po prostu. Ale mam córkę, którą bardzo kocham, ona jest stewardessą na… Ale mówię, to moje marzenie dziecinne, ja już za jako dziecko wymarzyłam sobie, żeby mieć córkę i żeby być sama.

P: No i wszystko się sprawdziło?

A.P.: Tak. No tak, no. No bo przez… Małżeństwo moje trwało raptem trzy lata, no więc tą pracę, potem wychowywałam już zupełnie sama córkę.

P: Czyli trzeba uważać na swoje marzenia, można powiedzieć.

A.P.: Tak.

P: Bo się mogą spełnić.

A.P.: Tak, mogą się właśnie spełnić marzenia dziecinne.