prof. Janusz Stanny: O tym jak rozstrzeliwali zakładników na Kępnej? To mamy, mamy tak – tu jest Targowa, tu jest Kępna, tu jest Jagiellońska i tu stał dom mojego, no kolegi wtedy, był moim kolegą, a tu na dalszym ciągu Kępnej, tylko nie pamiętam jak, ona się inaczej nazywała. Na Kępnej do dziś jest tablica, że tam rozstrzeliwano i tak dalej. A tu była właśnie rzeźnia. I ja w tym domu skąd można było widzieć, ja byłem u niego, ale nie byłem jakby tak, nie byłem tam NA TO, tylko byłem u niego w mieszkaniu, tak się bawiliśmy chyba jeszcze w coś… I w pewnym momencie podjeżdżają samochody, i wyskakują Niemcy, i strzelają, no nie na wiwat, tylko strzelają tak w górę, i po pewnym czasie przychodzi chyba dozorca tego domu, albo ktoś z parteru, że nie wolno do okien podchodzić w żadnym wypadku – nie wolno. I później przyjeżdża taki samochód wielki, i tych ludzi tutaj wysa, wypędzają tych ludzi, oni mieli, mieli zaklejone usta i byli chyba w workach papierowych, albo mieli założone worki papierowe – trudno mi to powiedzieć. A my, my z tym kolegą przerażeni jesteśmy, że nie można wyjść, staliśmy za firanką. I całą tą egzekucję, niestety, widziałem. Coś… i też… potem… to było, bo to były te listy takie zakładników, takie ostatnie czerwone, ale z nazwiskami, nawet wiem kto to podpisywał. Podpisał to doktor (Ludwig) Fischer – gubernator (dystryktu warszawskiego Generalnego Gubernatorstwa).

Prowadzący: Mocny akcent na koniec. Jest pan jedną na pewno z niewielu osób, a kto wie, ja wiem, może jedyną, która widziała to na własne oczy.

J.S.: No jeszcze ci Niemcy żyją niektórzy, którzy też to widzieli.

P: To tak.

J.S.: To wszystko mieściło się w tym życiu. To było, było, pamiętam, straszliwie przygnębiające, ale, ale mieściło się, mieściło się w realiach tamtego życia. Gdzieś tam na Marszałkowskiej rozstrzelali, gdzieś tam coś tam. Wie pan, jeszcze to była ta, ten filtr dziecka był też w tym. Pewno dla dorosłych to inaczej…