UWAGA: Ten epizod możesz także znaleźć na naszym kanale na YT


Elżbieta Więckowska: Piłsudski u nas to był w domu pierwszy po Bogu.

Prowadzący: Co to znaczy, że był pierwszy po Bogu?

E.W.: Pierwszy po Bogu. To znaczy był tak ważny, no, Bóg był najważniejszy, ale na przykład w pokoju ojca był ogromny taki posąg Piłsudskiego, nie wiem, z czego to było zrobione, i to była jakby świętość. Jak ojciec coś miał do przemyślenia, to tak jakby zastanawiał się, co on by pomyślał, ten Piłsudski, czy co. Tak tego ojca pamiętam… Już byłam w której klasie, no w trzeciej może czy coś takiego, nigdy nie jechałam tramwajem. Więc dziewczynki zaczęły się: „O, to ty nigdy nie jechałaś tramwajem!”. Nie. No bo jak były samochody, no to tam nie jeździliśmy tramwajami specjalnie.

P: A to pamięta pani, jaki to był samochód? Jakiej marki?

Apoloniusz Więckowski: To był Ford. Chyba Ford T.

P: Aha, Ford T?

A.W.: Tak.

P: Bardzo popularny wtedy model.

A.W.: No to wtenczas był bardzo popularny.

E.W.: Tego to ja nie pamiętam, ale…

P: Aha, czyli był szofer?

E.W.: Był, tak, szofer, który zresztą zginął tragicznie… Mój tata był właścicielem fabryki dużej przemysłu metalowego. Był bardzo pracowity, był bardzo… Zatrudniał w tej fabryce pięćdziesiąt kilka osób, miało pracę… Myśmy tam mieszkali, było nam… Mnie było bardzo dobrze. Bardzo mile wspominam dzieciństwo. Były gołąbki też. Miałam taki malutki gołąbniczek i to też było bardzo… Bardzo to były moje gołębie. I to było tak, że ja codziennie do taty, jak wracałam ze szkoły, biegłam do biura, ojciec czasami miał jakieś na przykład zebranie, ważne, poważne, a ja nie patrzyłam, co, tylko biegłam do ojca i do ucha mówiłam: „Tato da na groch”. A ojciec za każdym razem tak jakby nie wiedział, kto mówi i co mówi, ale potem natychmiast od razu sięgał, dawał mi jakieś grosze, bo ja biegłam po groch. Dla tych gołębi.

P: Ale gdzie się groch kupowało?

E.W.: Na… Po drugiej stronie był sklep i w taką torebeczkę mi to pakowali.

A.W.: W taki rożek.

E.W.: Nie wiem, to z dziesięć deko czy ile… Bo jak wracałam ze szkoły, to gołębie mnie widziały. Naprawdę, ale tego to może nie.

P: Ale dlaczego, to świetne jest. Czyli gołębie były w powietrzu i widziały panią, że pani szła?

E.W.: Że ja już idę do domu. To jest w ogóle… Ja teraz to nawet nie myślę, że te gołębie były jakieś inne chyba. Na podwórku były kwiatki, na podwórku były chyba coś, jakieś warzywka były siane, ale…

A.W.: Drzewa były duże. Jeszcze do dzisiejszego dnia rośnie drzewo.

E.W.: Właśnie, ja tak się teraz wybieram na tą Ząbkowską, ale stale mamy coś, że nie tego… Czy tam jest w ogóle ślad jeszcze jakiś…

P: No właśnie, to by było ciekawe.

E.W.: Właśnie tego nie wiem. Bo kiedy myśmy, zaraz myśmy byli kiedy tam? Trzy lata temu?

A.W.: Więcej.

E.W.: Cztery lata? To była brzózka tam. Jedyna z tego wszystkiego została brzózka. Ale tak nie bardzo miałam czas i tylko zobaczyłam tę brzózkę, objęłam ją i mówię: „Ty nasza byłaś”, i tego, „ty brzezinko śliczna”.

P: Ja mam tutaj zdjęcie przed sobą, na którym jest pani, jest ten koziołek, a z tyłu jest budynek. I właśnie co to jest za budynek? Czy to jest właśnie ten budynek, o którym pani mówi?

E.W.: Tak. Tak. Budynki były… To był jeden budynek w kształcie podkowy. I to był budynek chyba budowany może za cara czy jak to… Tak?

A.W.: Tak, tak, za cara.

E.W.: To było z takiej czerwonej cegły. To był stary budynek, bo to między innymi ten przemysł metalowy to nie były takie bardzo ważne rzeczy, ale na przykład były kolorowe różne pudełka, takie jak kiedyś pakowano tam landrynki takie czy jakieś takie… Kolorowe różne pudełka, wielobarwne. I dlatego, i dzięki temu… To było dzięki temu, że ojciec miał taką maszynę litograficzną. A maszyna litograficzna to była w tym czasie jedyna w Polsce.

P: A to powiedzmy, do czego służyła.

E.W.: Maszyna litograficzna to był taki, to nie wiem, jak to tam było skonstruowane, ale było… W każdym bądź razie jak ja widziałam, to wchodziły takie arkusze blachy do tej maszyny, a wychodziły z drugiej strony kolorowe, barwne… I potem dopiero wchodziły na prasę, były cięte i z tego robili te…

A.W.: Załóżmy pudełko do pasty, to tam było pasta Dobrolin, tam dobrze czyści i tak dalej i coś taki bajerek był, prawda, i to było w takich… Na blasze zrobione cały szereg i potem jak szła prasa, to każdy taki rysuneczek czy tam zdjęcie wycinała. I z tego było robione pudełko dopiero potem.