Mieczysław Gajda: I Buciński miał okno na parterze, był szewcem, siedział na stołku, taki zydel, pocięgiel miał naciągnięty na tę nogę zawsze, ucięli mu tę nogę, jak już demokracja wybuchła! Bo stale miał na pocięglu tę nogę naciągniętą. I wszystko widział na ulicy. Naprzeciwko mieszkali Sawokaitysy i mieli konia i furmankie, a obok był taki plac duży, gdzie były stajnie, bo furmanki i platformy na węgiel takie wielkie tam się zatrzymywały, i dozorczynią była tam pani Głowacka, która zamiatała od Szwedzkiej, całą Kamienną aż do Świeżej. Ale ten bok domu długi był wzdłuż Kamiennej i pod oknami zamiatała rynsztoki. No, te, kanały ściekowe były na rogu Świeżej i Kamiennej i na rogu Bródnowskiej i Świeżej. No nie był to pachnący rynsztok. I pan Buciński kiedyś mnie zawołał… A! Pani Bucińska robiła krówki. Na patelni – trochę mleka, mąka, cukier i takie były zapachy w buteleczkach cieniutkich takich były, cieniusieńkich, to waniliowy zapach do tego i to na patelnię i to się robił taki kruchy naleśnik. To były krówki. I Buciński mówi do mnie: „Mieciu, kawał krówki chcesz?”. Ja mówię: „No chiba!”. „No to idź do Głowackiej, stań przed nią i powiedz tak”. I tu się muszę zacytować: „Ty stara kurwo! Zamiast zamiatać rynsztoki o piątej rano, to ty o dziewiątej, jak już wszyscy okna pootwierali, kobity siedzą na parapetach, smrodem? Żeby cię szlag trafił!”. I mówi: „Chodu, przyjdziesz, dostaniesz krówkę”. I przyszedłem, dostałem krówkę. Minął jakiś czas, Głowacka staje na podwórku i krzyczy: „Pani Zuziu! Pani Zuziu!”. Mama mówi: „Chwileczkę, tylko, mówi, przesunę garnek na bok z tej fajerki głównej”. Mówi: „Słucham panią, pani Głowacka”. Mówi: „Pani wie, co pani Miecio do mnie dzisiaj powiedział?”. No mówi: „No, Miecio jest rozmowny, on zagaduje”. Pani Głowacka mówi: „Nie powiem, niech go szlag trafi z taką rozmownością, bo pani jest uczciwą matką. Naubliżał mi!”. „Mój Miecio? Niemożliwe, a co on takiego powiedział?”. „A ty stara kurwo, żebyś zdechła!”. Mówi: „Mój Miecio? Pani Głowacka, u nasz w domu się takich słów nie używa! W naszym domu nikt tak nie mówi! To to musiała się pani pomylić, może to był Edek Dudek, a może Dębskie z Bródnowskiej?”. Bliźniaki byli. Pani Głowacka mówi: „W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego amen! Pani Mieciek”. Mama mówi: „Niemożliwe. Ktoś go musiał zmusić”. Ale wezwany zost… Mama mówi: „Pani Głowacka, nawet jeżeli moje dziecko nie użyło takich słów, bo ich nie zna, to ja z niem porozmawiam”. Pani Głowacka poszła, mama mnie zawołała i mówi: „Kto cię tego nauczył?! Kto cię tego nauczył? Bo cię przywiążę do łóżka, nie wyjdziesz
na podwórko!”. Ja mówię, no w końcu się przyznałem, Buciński. Mama mówi: „Porozmawiam z nim”. I poszła i porozmawiała. I mówi: „Panie Buciński, takiemy brudamy do starszej kobiety, to pan jako stary dziad może się zwracać. Ale dziecko?! Ma przystąpić wkrótce do pierwszej komunii! Mordę panu durszlakiem obtłukę!”. Więcej już nie byłem używany do takich posług.