UWAGA: Ten epizod możesz także znaleźć na naszym kanale na YT

Stanisław Zalewski: Zabawa z pudełkami od zapałek, to też jest znana. Zbieraliśmy, proszę pana, pudełka od zapałek, tutaj…

Prowadzący: Czy one były tej wielkości, jakiej są teraz?

S.Z.: Jak obecnie, tak. Ale dlaczego zbieraliśmy? Bo Państwowy Monopol Zapałczany drukował piękne obrazki, też w rodzaju serii, stroje ludowe, głowy królów polskich, zwierzęta. I te obrazki były naklejane na pudełka od zapałek. A teraz, myśmy szli na zbocze ulicy Zygmuntowskiej, bo ona była wyżej, na dole była ulica, i na tym zboczu rosły drzewa. I my, jako chłopaki, czepiając się tych drzew… A ludzie jak szli, jak miał puste pudełko, to ręką… Śmiecili kiedyś też. Rzucał tam, myśmy chodzili i zbierali właśnie tam. I kto pierwszy, to lepszy. Bo jak poszedł tak po południu, to już nic nie znalazł. No i właśnie te pudełka od zapałek, to były, wie pan, rarytasem, z tym że ciężko było chować, to później już żeśmy wycinali tylko te obrazki. A jeszcze z pudełek od zapałek to się robiło wiele rzeczy. Między innymi tak zwane kurze radio. Polegało to na tym, że trzeba było znaleźć ładnego konia, a tam był sklepik niedaleko, gdzie mieszkaliśmy, i przyjeżdżał z piwem, przywoził od Haberbuscha i Schiele, znana wytwórnia piwa. No i tam konie stały te, ciężkie konie.

P: Perszerony?

S.Z.: Perszerony. Taak, miały te ogony długie, bo nikt nie obcinał. Myśmy podchodzili delikatnie i włosek (cmok) tego konika, oczywiście trzeba uważać było, żeby nas nie kopnął. No więc taki włosek oczyściło się ładnie, brało się zapałkę, ułamało ją się i do tej zapałki przywiązywało się ten włoś. Zapałkę wpychało się otworkiem zrobionym w pudełko od zapałek. I trzymając, wie pan, to pudełko od zapałek, pociągało się ręką, ale to musiała być sucha ręka i suchy włoś. Tak specjalnie. I przesuwająca się ręka wytwarzała drgania, które w pudełku, które było pudłem rezonansowym, wytwarzało pewne dźwięki. I to ich te dźwięki było słychać, wie pan, na duże odległości. Sztuka polegała, że melodię nawet niektórzy potrafili se wygrywać! Tak zwane kurze radio. No bo wtedy posiadanie instrumentu muzycznego… No właśnie ten Siasio nasz, on miał banjo, ale…

P: Jako jedyny miał.

S.Z.: Jako jedyny, wie pan. Ale to tylko dlatego, że był w Stanach i gdzieś tam mu kto…

P: Czyli to był taki prymitywny instrument, tak?

S.Z.: Instrument.

P: A ta zapałka sterczała prostopadle do powierzchni czy w którym miejscu był ten otwór, gdzie zapałka była wsadzona?

S.Z.: Proszę pana, to jest pudełko od zapałek mniej więcej.

P: Właśnie.

S.Z.: To się tu, naj… Tam, gdzie była największe powierzchnia, robiło otworek, ta zapałka była dlatego, żeby ten włoś nie wyszedł. No a to było pudło rezonansowe i teraz umiejętnie trzymając, czy tak, czy tak, czy tak, miało się różne tony tego. I chłopcy nawet niektórzy nauczyli się pewne melodie wygrywać. Bo wracając do tych gier, to wie pan, to ich było dużo.

P: Tak. Szalenie to ciekawe, to proszę mówić.

S.Z.: Między innymi tak zwana klipa.

P: Właśnie.

S.Z.: Klipa, nasza klipa.

P: Tak.

S.Z.: Bo to były różne. To był taki no, kawałek drewna wykonany jak tasak do mięsa. Dosłownie. I był czworokątny kawałek drewienka, ładnie obrobiony, na końcach pościnany na stożek. Także to był taki ostrosłup, proszę pana, ze ściankami. I teraz na każdym boku był napis. Raz, jeden razy, dwa razy, trzy razy, cztery razy. I teraz kładło się ten klocek i uderzało się tym tasakiem w tą część ostrosłupa, i on się wbijał do góry, obracał i upadał. Upadł na raz, no to trzeba było dać raz albo wziąć raz (śmiech). Oczywiście tutaj były umowne sprawy, tu nie było reguły.

P: Ale to też grało się na fanty.

S.Z.: Tak, oczywiście. A fantami to były, tak jak mówiłem, pudełka od zapałek, stalówki, gumki, pióra były, guziki… O, jak pan mówił.

P: Te klisze…

S.Z.: Klisze, tak, to były obrazki, to były właśnie te fanty.