Krzysztof Makulski: W tamtych czasach ten dworzec Wschodni, zanim go, prawda, wybudowano do kształtu jak wygląda dziś, to były sobie baraczki takie fajne. W tych baraczkach siedzieli ludzie, koczowali, bo takim dużym, powiedzmy, dworcem takim elitarnym, jedynym miejscem gdzie można było coś kupić ,to był dworzec Główny, no ale mówimy o Pradze, a nie o jakiejś tam Ochocie czy Woli. Podpatrywałem ludzi. Podpatrywałem ich twarze. Robiłem sobie szkice tych twarzy. Starałem się złapać ruch w tej rzeźbie, żeby coś przedstawić. Było całe mnóstwo ludzi, którzy, prawda, no… W 60’… między 65’, tak taką mam, właśnie tą… to mi teraz do głowy przyszło – między 65’ a 60’ chyba 6’ rokiem jak tam chodziłem, spotkałem człowieka takiego… wydawało się, że… że może być chory… Jakiś tak, no, niepoczytalny, ale zobaczyłem, że on po prostu, on jest… przerażony. I podjąłem z nim rozmowę i co się okazuje? – ten człowiek dopiero co wrócił z Rosji, a był tam od 40’któregoś roku w jakimś łagrze! I zaczęłem z nim rozmawiać, zaczęłem go nawet trochę właśnie szkicować, tę jego zniszczoną, zmęczoną twarz. I on mówi: „Wiesz…” mówi… „ja przeżyłem tylko dlatego, że ja byłem kucharzem. To tylko dlatego żyję.” Mnie w tamtym czasie… gdzie człowiekowi wpajano tą, prawda, miłość tego bratniego kraju, w głowie mi się to nie mieściło! Pomimo, że mówiono w domu o tym, o tamtym, o siamtym… Mieliśmy, prawda, radio pt: „Szarotka” nastawione na specjalną falę, tzw. „Wolną Europę”. Jak nie szła „Wolna Europa” to się łapało „Głos Ameryki”. To wszystko jest prawda, ja nie mówię nie, ale to… przeraziło mnie to, bo nie wyobrażałem sobie, że coś takiego można zrobić człowiekowi. Dla mnie to był szok, bo naprawdę byłem, no… zawsze mi mówiono, że człowiek jest wartością, że o człowieka trzeba, prawda, walczyć, dla człowieka trzeba być uprzejmym, uczynnym, uczciwym, no, no, no…. I w jednej chwili ten człowiek mi opowiada coś, co mi się w głowie nie mieściło! I tych ludzi na ten dworzec Wschodni, z tej Rosji, to najprawdopodobniej to tam był jedyny przypadek, który ja zaobserwowałem, ale najprawdopodobniej dziesiątki ich stamtąd wracało. To tak jak się śmiano, jak byłem na otworzeniu, przepraszam, na uroczystym otworzeniu Stadionu Dziesięciolecia, to było 22 lipca, tak, latem. No i wszyscy się śmiali, że tu od strony Waszyngtona, to prawda, że wystawili pomnik repatriantów. No jak to repatriantów? No bo tych, co tam, co biegną tacy, prawda, na tym postumencie ten pomnik do dnia dzisiejszego stoi- dzięki Panu Bogu, pomimo przebudowy tego stadionu i zmiany nazwy na Narodowy, to repatrianci, bo biegną ze wschodu na zachód, nago i boso! I tak to się to, tak się to mówiło.