prof. Janusz Stanny: W momencie kiedy wycofywała się cała niemiecka armia ze wschodu i Grochowską jechały, no wszystko jechało Grochowską, co pan chce, nawet, nawet pamiętam wielbłądy. Tak, bo była taka, była taka republika radziecka, która… z południa Związku Radzieckiego, nie pamiętam jak oni się nazywali, ludzie mówili o nich Mongoły. To taka, takie było…

Prowadzący: Turkmenistan może, albo coś takiego.

J.S.: Coś tam było, że oni tego. Wie pan i szły wielbłądy, co znowu dla mnie było tak niecodzienny widok, bo ja nie widywałem wielbłąda, nawet, przyznam się… ale, ale miałem później, później jakiś chyba wielbłąd został, bo ja mam zdjęcie na wielbłądzie, ale już po tym jak, jak Niemcy wyszli. Przy Zielenieckiej i Zamoyskiego tam był taki pusty plac, na którym można było czołg nieduży pchać siłując się i tam wyskakiwało ile ma się siły, albo młotem walić czy coś tam i tam wyskakiwało. Co tam jeszcze było. No i między innymi stał fotograf z wielbłądem. I teraz, właściwie tak jak teraz cofam się, to myślę sobie, że to może był jakiś kupiony od tych, od tych, wie pan, bo jak Węgrzy chcieli sprzedać armaty powstańcom to dlaczego wielbłąda nie sprzedali. No w każdym razie mam to zdjęcie i to jest dla mnie ciekawostka, ale mało tego, że mam to zdjęcie, to jeszcze tuż przed wojną były bardzo modne dla chłopców kaski takie jak nosił Staś. Trochę jak Sherlock Holmes. I ja w to się, mama mnie ubrała i siedzę na wielbłądzie w tym takim kasku udając Stasia bez Nel.