Danuta Kownacka: A potem przyszli bolszewicy i zażądali dwóch rzeczy: alkoholu i dziewczynek. Więc Olek przyleciał do mojej mamy, mówi: „Pani Tyszyńska, chować dziewczynę”. Ja mówię, a mama mówi: „Gdzie ją schowam?!”. A moja mama dostawała taki… przydziały różne, więc dostawała ten, spirytus denaturowany i spirytus czysty. Bo denaturat był do lampki spirytusowej takiej, a zwykły spirytus, czasem się coś takiego zakładało do zęba… No nie wiem, tam jakieś były kombinacje. I tego było z dziesięć butelek. I to stało pod taką kozetką, a kozetka tak stała kątem u nas w pokoju. I mama wszystko postawiła pod kozetką. A on mówi, że za chwilę wchodzą! To mama mówi: „Co robić? Panie Olku!”. „Dziewczynę ja schowam, ale spirytus to ja nie wiem, pani Tyszyńska”. „No nic, zobaczymy” – mówi. Mnie zabrał i na tym moim piętrze było tak, że przepaść. Ale był taki kącik w pokoju, na którym zatrzymała się ich stara szafa. Lekko pochylona, ale była szafa. To dozorca rzucił deskę między tym skraweczkiem tego, tego, tej… podłogi, na którym stała szafa, to też było ryzyko. Taką deskę rzucił od, no, od klatki schodowej. Powiedział: „No, teraz trzeba ostrożnie iść, żeby nie spaść w dół”. No to jakoś przeszłam za tą szafę. „Dam pani stołeczek, niech pani tam siądzie. Tylko tak, żeby panią nikt nie widział z dołu ani z góry”. I przyłożył tymi drzwiami, co wypadły, tak tą dziurę. No oni naturalnie jak szli, to on powiedział: „Proszę”, odsunął trochę tą… „Tam powietrze, tam nie ma kogo szukać”. No ale jak przyszli do mojej mamy… Moja mama dobrze rosyjski znała, więc… Czego chcą? „Dziewuszki i wodka”. To mama go… I wpakowuje się do mieszkania. To mama siała na tej kanapce i siedziała. „No siądźcie tu, siądźcie”. Modliła się, żeby on tam czasem nogą nie trzasną butelkę. Bo jak trzaśnie butelkę, to skończona jest. Co tam za rozmowy szły z moją mamą, to ja tego wolę nie opowiadać. Ale on już miał ochotę nawet na moją mamę, która miała zdaje się siedemdziesiąt lat wtedy. Mama ledwie go, najpierw go… Mama znała mentalność rosyjską. Zaczęła go tam… Ululała go tym, że powiedziała: „Jak dawno matuszki nie widział?”. No, on tam zaczął, że tego, że tyle czasu, że właśnie oni są tacy biedni, bo to tak daleko, bo on gdzieś tam w głębi Rosji miał tą mamuśkę. No, to mamuśko to to, a mamuśka tamto… I tak go pomału, pomału do drzwi. No, aż w końcu go wypchnęła za te drzwi. Jak oni wyszli, to Olek mnie znów tą deskę zafundował i ja wyszłam sama. Takie były o kawałki na początku samym.