This is additional content area. Learn more
Zofia Radwanek: Każdy starał się coś na święta przygotować. Ja pamiętam taki moment, że przyniósł brat mój małego królika białego i ten królik miał być właśnie przeznaczony na pasztet, na święta, żebyśmy mogli zjeść. Zdobywaliśmy i trawę, co tylko można było, żeby ten królik jak najszybciej urósł. I ten królik coraz większy rósł i rósł, aż wreszcie był tak wielki, że chodził po mieszkaniu, oswoił się, zupełnie jak kot, czy pies się zachowywał. Przyszły święta, żeśmy nie mogli go zabić i został… Także nie mieliśmy żadnego mięsa, ale królika żeśmy nie zabili. I po świętach, po Nowym Roku drzwi były uchylone on wyskoczył na zewnątrz, na klatkę schodową i ktoś go no niestety złapał …
