This is additional content area. Learn more
Wiesław Wencel: Muszę powiedzieć, że bardzo jestem zadowolony z tego mieszkania na Pradze, ponieważ szczególnie no w tej, w tym czasie późniejszym. No bo dziecku jest, do czasu powstania każdy żył w normalnym mieście, prawda. Okupacja, nie okupacja, ale było normalne miasto. Natomiast Warszawa została zniszczona, a powstała i to… to już nie jest, no może nie normalne, no każde jest normalne. Chodzi o to, że Warszawy w dużej mierze nie ma. Tej, ta, która była trzonem Warszawy, czyli ta Warszawa XIX wieczna. Secesyjna i wcześniejsza jeszcze. Nie ma tej. Na Lwowskiej kawałek, tam na Koszykowej gdzieś. To są takie ułamki, okruchy tylko z tego rozbitego dzbana. Natomiast na Pradze tam te miasto przetrwało, no. Przetrwało, przetrwało. No są specjalne klimaty na tej Pradze. Teraz tej Pragi coraz mniej, ją tam powoli rozwalają, ale, ale jednak te podwórka z tymi kapliczkami, te domy, i te domy… niektóre bardzo ładne były te domy. Bardzo ładna była Praga. Bardzo ładna była Praga. No ja mieszkałem w tej części Pragi tej… uważanej za normalną, no bo ulica Ząbkowska, tam… o Boże, zupełnie… jak się nazywała? Brzeska, o. Brzeska i tak dalej tam – to to było takie zagłębie, zagłębie przestępczości. I rzeczywiście było. Ale natomiast ulica Targowa, Wileńska… to były przyzwoite dzielnice. Tam były, mój dom to był 38 rok, na rogu tam, teraz są Śpiący, ale przedtem była ta piękna DOKP wystawiona, w której tata pracował i miał 3 minuty do pracy. Także, także to… takie było zawsze żywe miasto. Taki przykład tego żywego miasta, kiedy już panował wszędzie komunizm, kupowało się w jakimś tam tu supersam, tu jakaś tam wielka spółdzielnia. No trudno było coś nawet kupić. W pewnym momencie żona pracowała w reklamie Społem, bo żona jest grafikiem, i przenieśli ich na zesłanie na ulicę Tarchomińską. I tam gdzieś w jakiejś tam takiej ruderze mieli tą swoją pracownię.
Zofia Wencel: To nie było zesłanie, tylko raj.
W.W.: Pracownię projektową. To żona tam, mieszkaliśmy już na Bielanach, robiła zakupy! Bo na Tarchomińskiej były 4 sklepiki – warzywniak, i mięsny, i spożywczy, jak w prawdziwym mieście. Po schodkach… na ogół były sklepy, to nie była jakaś pustynia, no. To było prawdziwe miasto! I na mojej Wileńskiej też były sklepy, no już nie mówię o Targowej. No to było normalne, prawdziwe miasto. Praga jest cała. Natomiast ona, znaczy… ponieważ ona nie została zniszczona, a nawet to co się robi na tak zwanych Szmulkach – te plomby i te różne. Ja nie mówię o tych plombach parazabytkowych na Ząbkowskiej ale tych blokach nawet, tam trochę starych, trochę nowych, w każdym razie to ma charakter no nie ten niszczycielski, jaki był, jaki zrobił Baranosman, że pół Paryża, czy jedną czwartą wyburzył i wszystko od nowa. Tego tam nie ma. Tam jednak, czytało się… Praga Dwa, też jakoś tak kameralnie wbudowana w tą starą, w tę, wśród tej starszej substancji. Znaczy tam nie przeszedł ten walec. Ani walec wojenny, ani nie przeszedł walec socjalistyczny też po nim nie przejechał się. Wczesnosocjalistyczny się nie przejechał i późnosocjalistyczny się nie przejechał. A nawet muszę powiedzieć, że – co trzeba komunistom oddać – że jednak ten drugi park praski co zrobili naprzeciw zoo, to chapeau bas, bo rzeczywiście zrobił się wspaniały kompleks dzięki temu, jak się zoo z tym połączy teraz. Ja pamiętam jak ten park to był parczek! A teraz to są takie drzewa. To jest wspaniały park. Bardzo ładny.
