Teresa Olczak: Ach, jak pani wsiada do tramwaju to ludzie krzyczeli: ,,Wedel jedzie!”, czekolada na butach, nie widziałam nawet, kochana, jadło się parę dni, lepszy był ze smalcem chleb albo kawałek kromki suchej, już nie mogłam patrzeć, czekolada, nadziewane cukierki, wafle, chałwa w worach, koszach, orzeszki poobierane na tej, na pakowni, masło, masło orzechowe, jajka, ale co tylko śmietana, wszystko, owoce, za owocami, wszystkie owoce przechodzili to maszyna wodę lała i płukała i kobiety przy tym pracowały starsze, płukała, a ona z takimi sitami, potem na nadzienia szły, nadzienia robili fachowcy do karmelków, teraz nie ma takich cukierków jak kiedyś były, mowy nawet nie ma… takie krówki dobre były, proszę pani, jakie wiśnia w czekoladzie, gdzie to jest, ach! gdzie tam, gdzie tam… Wszystko było w fabryce, obiady były kto chciał to na stołówkę się pisał, oczywiście płatne, nie dużo ale płatne z dwóch dań, wszystko było, torciki te co były czekoladowe, chałwa jaka dobra orzechowa, waniliowa, sucharki, bułki drożdżowe w workach makowce, opieczone w takich kadziach drewnianych, na pakowni one musiały ostygnąć a potem na krajalnie, maszyna kroiła, a my pakowaliśmy i sucharki, petibery, herbatniki, demiluny takie długie były maleńkie takie, norma byłą 500 sztuk, jak pani zrobiła 100 sztuk, a my robiłyśmy po 200 w mig a to momentalnie papier wyważony już był, wprawa był ręki, na pergamin, ciach ciach pod spód, klejem i na bok i na bok i układaliśmy piramidy, człowiek podjechał z wózkiem, policzył paczki w raport wpisał ilość, z tego był opłacany, bardzo byłam biegła, bardzo sprytna. Ale, że to w mig wszystko szło! Żeby Pani zobaczyła… 500 paczek to w 20 minut! A to w dwóch pergaminach! W dwóch! Te starsze babki to nie, nie…. Ledwo normę wyrabiały. Zazdrosne były, ach jej! Najgorsze jak pensja wyczytywała kierowniczka, do tych wypłat, do stołu się dochodziło i pensje i wracało się. One wtedy były złe… A myśmy się śmiały! Raport do jednej kieszeni, forsa do drugiej! ( śmiech) No … Tam najadła się pani, a gdzie…. ! Jak przyszłam, np. poszłam do kina, jakieś cukierki, z jakimś chłopakiem- kupił jakieś cukierki czy czekolady i zapomniałam i zostawiłam w kieszeni i potem w domu rozebrałam się, rano ubrałam się, nawet nie zwróciłam uwagi, że mam! A jak wchodzę do… rewidowali wszystkich, cały dzień, a ja wchodzę: Boże mam cukierki! I to fabryki i to Wedla! Mówię: O Jezu! I od razu wysypuję, zostawiam, żeby wiedziała, że ja weszłam z nimi. Potem machnął ręką, nawet nie brał. Ale jak one by chciały wynieść stamtąd, bo baby to cwaniary stare, stare wyżeraczki! A chciały wynieść, to wzięła takich cukierków, dobre takie, mówię Pani, takie landrynki po dwa, po kilogramie! I gdzie to się podało… podziało? Wedel to był Niemiec przecież, ale bardzo dobry dla ludzi człowiek. Mieszkał tam obok, był taki dom… jest do dzisiaj, nawet wiem, które mieszkanie… To proszę Pani, takie landryny po kilogramach, raz te, raz tam migdałki, ale w ogóle jakie takie cukierki… ! To wie Pani co one robiły żeby wynieść? Gorąco w lecie, prawda? Wzięły rozpuściły, wody nalały rano, do wyjścia to się rozpuściło i całe butle! I tak sobie naigrali: no wolno im było wodę, nie cukierki przecież! A one w rozpuszczeniu sobie kompociki robiły, a? Gorąco, nad wodę, różne soczki do picia… Tak wynosiły! ( śmiech) A tak to nie, jak złapali wyrzucili od razu! Pamiętam, no, wychodzi się z fabryki, prawda? Rewidentka kobiet, rewident facet obok- rewiduje i puszcza. A tak panią rewiduje… i tak po łebku nas tak, dziewczyny, po łebku… A jedną dziewcz… jedną babkę taką, no młoda, może ze 30 lat? Może mniej? Zrewidowali- nic w rękach, rękawiczki miała, dwie luźne rękawiczki, ona ją za rękę, ta kierowniczka a tam ,,Lotnik”, ,,Lotnik” to czekolada, to była w waflu czekolada- ,,Lotnik” się nazywała. Wyciągnęła z tego… I od razu z pracy! Protokół wystawili i nie weszła. Kiedyś to były czekolady! Kiedyś to były cukierki! Jakie krówki kruche dobre były! Jaka chałwa dobra była! Te marmeladki, teraz wcale ich nie ma. Proszę panią teraz to… Deserowa czekolada… malutkie bombonierki, każda o innym smaku, teraz tego nie ma – byle co robią! Jakie zające w czekoladzie, w środku jajka czekoladowe były, cały zając jajek! A teraz dwa takie z cukierków włożone… Nie ma tego… Jak był Wedel! Proszę panią, to był dyrektor prawdziwy… Gdzie tam! Były złotówki, pieniądze- złotówka z czekolady, po sklepach sprzedawali wszyscy… Wszystko było, nie ma… Wiśnia w czekoladzie, śliwka w czekoladzie… Gdzie to Pani tera kupi? Może robią, ja nie mam… jak robią to na export… I pamiętam jak oni zmienili fabrykie, ja pracowałam wtedy, nie Wedel tylko 22 LIPIEC – nazwę dali. To wszystek towar nazad wrócił z zagranicy! Zagranica zwróciła… Dopiero: Wedel, dopiero przyjęli. Bo chcieli formy wszystkie wymienić i fuks! I ten 22 LIPIEC i zbyło, przywrócili nazwę Wedla…