This is additional content area. Learn more
Marek Kozłowski: Trzeba było ten bazar zaopatrzeć w różne rzeczy, które udawały, na przykład kurtki adidasa. Jedna z pań szyła takie kurtki masowo. To wyglądało tak, że była taka czarna ze ściągaczem, tutaj też taka, dzianinowy…kołnierz i z tyłu taki olbrzymi, taki ten kwiatek i było napisane Adidas. I ci enerdowcy biedni myśleli, że to są oryginalne, a one były produkowane na ulicy Stalowej, nawet wiem gdzie (śmiech) więc… Między innymi moja mama też miała z tym jakieś kurtki zimowe, takie tłupy z ortalionu szyły dla młodzieży i… gdzieś, krawiec był gdzieś na Woli. I ja miałem jeździć…wtedy miałem już lat może 12,13, po te kurtki. No i przy…pojechałem tramwajem na tą Wolę, wróciłem, z takimi dwoma torbami, a te panie: „I co, nikt za tobą nie szedł? Nikt cię nie śledził?”. I mnie to tak zdenerwowało, że zaczełem tam im wymyślać: „No wie pani, jak ma się 12… tak, śledzili mnie jacyś dwaj, ale uciekłem im do tramwaju, jak tylko chcieli wsiąść to ja tam zatrzasnełem drzwi”, „Jezu…” Ale to one uwierzyły, no to wszystko zmyślone, od początku do końca, nikt za mną nie szedł, nikt mnie nie śledził. Miały też te panie takie zaprzyjaźnione podwórko na Targowej, na przeciwko bazaru. Podwórko studnia, takie przedwojenne się wchodziło, tam była taka, klasycznie, jak to w Warszawie, kapliczka pośrodku… te kapliczki, nie wiem, pewnie pani wie, że one.. tradycja ich była z czasów okupacji, bo jak była ta….
Prowadząca: godzina policyjna
M.K.: godzina policyjna, to ludzie nie mogli wychodzić, to wszystkie panie, a zwłaszcza jeszcze w powstanie, to się gromadziły koło kapliczki i modliły. A tutaj to było tak, że, jak mi tato przypominał, na trzecim piętrze mieliśmy krawcową, na piątym… na parterze przetrzymywaliśmy towar także… A żeby tak jakiś ubek, ktoś wszedł, no way, nie było szans, bo całe podwórko sztamę trzymało.
