Mieczysław Gajda: Profesor Krasiński… Krasicki, przepraszam. Mieszkał na Saskiej Kępie. Też piękna opowieść o płaszczu żołnierskim. Rasowy, szczuplusieńki, rzadziudka, ale śliczna czuprynka siwa, jak koń wyścigowy, długie nogi. I teraz ubranie – spodnie, czy słyszycie, sztuczkowe w paseczki. Na dole, ponieważ się wycierały, obrębione taśmą czarną. Do tego buty, pantofle, wyczyszczone zawsze i gietry, to już nikt nie wie, co to gietry. Białe takie, nakładka na buty. Tu, o tu. Biała taka wykrojona, że czubek buta było widać, taka biała śliczna nakładka na buciki. Gietry. Teraz marynarka obszyta tutaj tasiemką, kołnierz obszyty tasiemką, marynarka aksamitna, z takiego pięknego, krótkiego aksamitu. Koszula z kołnierzykiem sztywnym i tak wyłożonym, o tak za te pierwsze czubki wyłożony. Zgięty i wyłożony, nie tak, tylko same te czubki odgięte. I krawat z kordonku. To jest taki jedwabny, jedwabna nitka, kordonek, grubsza. Zrobiony chyba na szydełku, wąski, czarny taki. Kamizelka, kamizelka… I teraz, kochani moi, do tego teczuszka taka płaściutka pod pachę, tak mu wystawała, szedł… To teczuszka. I monokl. Monokl, który miał w kieszonce marynarki, na czarnej takiej ślicznej tasiemeczce, ale to piękna taka, okrągła, jak sznurowadła teraz są takie grube. I siadał, prawda, wyjmował swój notes, szukał tego, zakładał i mówił: „Kto do tablicy?”. I mówił: „Gajda. Ja tu ci tu mówię o matematyce, która jest jak muzyka Jana Sebastiana Bacha! Matematyka, która jest precyzyjna, którą można grać na fortepianie! A ty jakąś oślicę tu uczniom pokazujesz? Jak mi ciebie szkoda intelektualnie!”. Ritę Highworth mu przyniosłem z jakiejś gazety, Ritę Highworth pod stołem. Aha, bo były ławki tu taką szufladę, bez szuflady, tylko taką półkę. Jego opowieść: zima, on przychodzi w płaszczu żołnierskim. Zielonym, długim, tak rozciętym od talii z tyłu. Rozcięty z tyłu. Guziki. Ktoś tam się z nas zapytał, co to za płaszcz. „To jest najdroższe palto, jakie mam”. Po wojnie był gdzieś poza Warszawą, na wsi. Ale jak tylko się ruszyło, że już Praga wolna, Warszawa, jeszcze czekają, aż ją Niemcy spalą, to wyruszył. Wyruszył do Warszawy. Był u wieśniaczki polskiej, u wieśniaków. Gielwerowicz był też na wsi, u wieśniaków, i mam jego testament, bo w kilku egzemplarzach odbił, no maszynopis. I on znowu z kolei pił. Że musiał sprawdzać, czy dójki mają czyste wymiona. U krów, nie u dójek. I tam dziadek był, Krasiński. I wyruszył. I teraz dostał od tej pani, wieśniaczki, to była zima, dostał tak zwaną chustkę jesionkę. Starą. To były duże chusty, które zakładało się tak na trójkąt, tu na głowę, pod brodą, pod pachami, tu szło na ramiona i z tyłu nad dupą zawiązane na supeł. Dostał taką chustę, bo nie miały jesionki, palta, one nic nie miały. I jechały samochody w stronę Warszawy tą szosą. I tak – na niektórych samochodach były Matka Boska Częstochowska, Pan Jezus… No tu na budzie, o tak, jak buda samochodu, to tu od razu. To Polacy. W jakiejś wsi, którą wyzwolili, do której wkroczyli, wzięli i sobie przybili. To wiadomo było, że to Polacy. I mija mnie jeden z obrazem świętym, drugi, idę sobie pomalutku brzegiem szosy i naraz jeden samochód się zatrzymuje, i leci do mnie żołnierz, i mówi, no żołnierz dwa razy wyższy głową ode mnie. Taki myślę sobie: „Boże święty, aresztują czy mają pretensje, co się będzie działo”. Staje i mówi: „Panie profesorze!”. I mówi: „Spojrzałem, tylko ja nie pamiętam nazwiska czy imienia, mówi: to Ty!” I powiedziałem: „To ty, Jałopo Stefan, Jałopo?!”. On mówi: „Tak, panie profesorze, Stefan Jałopo”. Mówi: „Nie możemy pana wziąć na samochód, bo to jest zabronione, ale chwileczkę!”. I poleciał i przyniósł jedzenie, słoninę, taką w kawale, kawę w kostkach, chleb i takie suchary wojskowe duże. Bardzo dobre były. Z kminkiem nawet. I spojrzał się na profesora, zdjął płaszcz, zarzucił mu na plecy i poszedł, uciekł! Mówi: „Nic nie pomogło, że protestowałem!”. „Ja sobie znajdę, znajdę!” i poleciał. I mówi: „To jest mój, moje najdroższe na świecie palto od mojego ucznia Stefana Jełopy”. Mówi: „Nie mogłem otrzymać większego dowodu przyjaźni, szacunku, a może i miłości”. Jak ten żołnierz go nigdy więcej nie widział. I powiedział: „Pamiętajcie, jeżeli umrę, a powinienem umrzeć przed wami, sprawdzić, położyć mnie do trumny w tym płaszczu”. I poszliśmy do Floriana, sprawdziliśmy przed zamknięciem trumny w kostnicy, leżał w tym płaszczu.