This is additional content area. Learn more
UWAGA: Ten epizod możesz także znaleźć na naszym kanale na YT
Stanisław Zalewski: Jeszcze powracając do tych gier, to na przykład były gry, tak zwane pikuty. No, to znana sprawa, prawda.
Prowadzący: Ale proszę powiedzieć, na czym polegała.
S.Z.: No, więc pikuty raz, później była o ziemię gra. Pikuty polegała na tym, że no, obowiązkiem każdego harcerza było posiadanie finki, czyli noża. Oczywiście to nie był tani, no ale jak już się miało finkę, to było. Więc brało się tą finkę, stawało się, rysowało się najpierw krąg wokół jakiejś ładnie udeptanej ziemi, no i były tak zwane klasy. Brało się tą finkę i to najpierw to pikuty. Pierwszy pikut, najtańszy, to należało na opuszce palca wskazującego lewej ręki oprzeć ostrze finki w pewnej odległości od ziemi i trącając za trzonek w ten sposób, żeby nóż się wbił w ziemię. Przed tym były tak zwane pikuty, to znaczy brało się nóż za trzonek i należało trzy razy wbić. Kto nie wbił, to odpadał. Następny. I kto był pierwszy, to pierwszy zaczynał. Później była… To była pierwsza klasa. Druga klasa to była piąstka. To znaczy opierało się nóż o zaciśniętej pięści. I też musiał się wbić w ziemię. Jeżeli się nie zbił, to była skuska. I odpadał z kolejki. Druga to był łokietek, czyli z łokcia. Trzecia to była główka, czyli z głowy. Trzecia to była u nas z nosa, ale nie na nosie, tylko się palec przytykało i się rzucało. No, to u nas była ostatnia, z tym że, zaznaczam, tę kolejność, miejsca, to były umowne. Każda ferajna, każda grupa miała co innego. To były pikuty.
P: A w waszej ferajnie kto był najlepszy w pikuty?
S.Z.: A, proszę pana, był taki jeden, mały chłopak, wie pan. Ale taki był zręczny, no, im młodsi, tym bardziej zręczni. On, wie pan, w te pikuty. A podobna gra to była o ziemię. No, to prosta, rysowało się też koło i każdy zawodnik, ale więcej jak trzech nie. Dzielili to koło na trzy części, brali nóż i uderzał w pole przeciwnika, i tak, jak nóż był wbity, tak wzdłuż ostrza robił linię. I to, co było blisko niego, to było jego, a tamten już miał tej ziemi mało. No i następne uderzenie aż dotąd, dopóki nóż nie upadł, nie wbił się w ziemię. To wtedy zaczynał następny. No, następna gra to była gra zręcznościowa. Polegała na tym, że należało mieć pięć kamyków, specjalnie dobranych. My, natomiast, zbieraliśmy się na hacele od podków. Konie, które rozwoziły, były podkuwane podkowami, a żeby te podkowy się nie ślizgały, to miały wkręcane takie śruby w podkowę, o czworoboku w przekroju. Z czasem one się ścierały i wypadały. I myśmy szukali właśnie te pościerane. One były małe. I się nadawały właśnie do tej gry. Polegało to na tym, że brało się w garść tych pięć kamyków czy pięć tych haceli na ziemię. I pierwsza klasa to była taka, że brało się jeden, rzucało do góry i należało chwycić z ziemi jeden i ten, co leciał. Jak ktoś nie chwycił, to skuska, następny. Odkładał. Druga klasa – rzucało się znów do góry i należało chwycić dwa (śmiech). I się odkładało. Znów rzucił, no to zostawało trzy i musiał zrzucić trzy. Ale co to dawało? Te wszystkie gry, które ja mówiłem, co one robiły? To były gry zręcznościowe, które wyrabiały refleks, siłę fizyczną i myślenie. Dalej, to wyrabiało więź między graczami. I dlatego nasza młodzież, już w czasie wojny, w trudnych warunkach czy tych heroicznych zrywach, jak powstanie warszawskie, wykazywała taki heroizm i ducha do walki. Dalej, jaka ta więź była następna, nie było telefonów, właściwie były, ale to rzadkość, nie było nic, i jak się umawiało, to na hasło. I się umawiało, to się przychodziło. Jeżeli ktoś nie mógł zostać, to przychodził, mówił: Słuchajcie, ja nie mogę. I to się robiła właśnie taka więź koleżeńska, zespalała się właśnie dzięki tym grom. Ale dziewuchy i chłopaki oddzielnie! Chłopaki z dziewuchami nie, tylko, proszę pana, no w chowanego, to razem. A dziewuchy to miały zośkę, klasy, ale przeważnie to, wie pan, wyszywanki. Myśmy mieszkali na tym terenie przed każdym domkiem, przed każdą właściwie miejscem, gdzie się mieszkało, taki mini-ogródek. To dziewuchy siadały, kupywały se z mydlarni wydrukowane jakieś tam wzorki, kwiatki, wyciągały pudełka z kolorowymi nićmi, no i wyszywały. No a przy okazji rozmowy, gadki, śpiewki jakieś.
