Barbara Borysiuk: Taki mój znajomy przyjechał takim pięknym wozem, no bo bardzo taki bogaty kupiec, producent, i przyszedł do mnie… najpierw poszedł tam do znajomego szewca, coś mieli jakieś sprawy do załatwienia i zatrzasnął mu się ten samochód i nie było, żeby ktoś otworzył. Ani ślusarz żaden i przeszło 300 kluczy i nie dobrali się do tego samochodu. A przyszedł taki 12-letni chłopak i otworzył w sekundę ten wóz. Z Brzeskiej. Chłopak 12 lat. Tylko się odwrócił i coś tam zrobił. A to był w ogóle samochód na, na stalunek robiony. No mówię, że i ślusarzy z pięciu przyszło i pasowali, i odciskali – nie wyszło! A mężowi mojemu mówi: „Idź Stasiek, temu Waldkowi pomożesz, idź tu na Brzeską pod 13 i zapytaj o tego małego Witka”. No i mąż poszedł, mówi: „Poczekaj Waldek jeszcze”, bo zupełnie chłopak głowę stracił. 5 godzin stoi i nic nie mógł dostać się do tego, no nic nie było do załatwienia. Nic. Znalazł tego chłopaka: „Ty chodź no…”mówi „…bo wóz się tam zaciął, coś zamek”, „Co pan powie?! Zaraz zobaczymy”. Mówi dotknął się i wiesz, mówi zaraz w sekundę otworzył. Zachodzili wszyscy w głowę! Czym on otworzył, jak on to zrobił?!