This is additional content area. Learn more
Zbigniew Gajowniczek: Cała ta, życie tego zakątka początkowo to było tak, że wszyscy się znali. Wszyscy. Nawet z sąsiednich domów, z sąsiednich, a szczególnie młodzież. Wszystko znała. Dorośli, w każdym domu się znali – to była jedność, to była wszystko… każdy wiedział co kto robi, co kto mówi i tak dalej, kłócili się, gadali, tam wszystko. W małych domkach, każdy taki domek to był ogródek. W tych małych domkach to sobie wszyscy do ogródka popijali, gadali wesoło śpiewali i tak dalej. To było takie były zależności. W dużych domach to było trochę innego, ale też się wszyscy znali, wszystko było, była tak zwana jedność. Później to było i teraz co… kwestie mieszkaniowe – ciasnota cholerna. W jednym mieszkaniu było, jednym pokoju potrafiło być 5-6 osób. Straszne. Później zaczęło się to budowanie, prawda tych budynków. Praga 2 choćby powstała na naszych oczach. To nam zabierali te boiska, budowali. Przenosiło się to wszystko do innych mieszkań, do innych dzielnic. Wynosili się. Część tych ludzi bardziej aktywnych, bardziej wykształconych, te jednostki takie lepsze wyprowadzały się. To między innymi ja i ten kolega Józef, to wszystko i Roman, wszystko żeśmy się wyprowadzili gdzie indziej. Lepsze warunku, lepsze to wszystko powstało. Zostało co – a zostało to ci, ten margines, który już… on tylko już potem tylko alpagi i nic! Nic nie było trzeba, tylko zjeść, wypić, napić się i tak dalej. I nastąpiła pauperyzacja tych budynków, tych ludzi, którzy już zaczęli nie… nie pra… bo jeszcze póki było ten nakaz pracy to jeszcze pracowali, mieli jedzenie, potem jak przestało to już być, to tak zostało zdołowane to wszystko, że powstała, nazwa powstała tego trójkąta bermudzkiego. Najbardziej, najbardziej zagrożone miejsce. Że rzeczywiście tam można było stracić – portfel, albo życie. Bardzo trudno tam było. Bo rzeczywiście te elementy zostały najgorsze, to wszystko zostało. Ja jak tam pojechałem, no to nikogo nie spotkałem ze swoich znajomych. Tak popatrzyłem pochodziłem czy nikogo nie ma. Ja się nikogo, po prostu. A taki, spytałem się takiego faceta, taki wydawało mi się, że starszy, nie: ,,Ty, a gdzie jest apteka Beczkowicza?” „Beczkowicza? Nie wiem.”. On nie słyszał o tych rzeczach. Nie ma, nie ma. A przecież każdy starszy Prażanin tam to wie, na rogu Szwedzkiej i Stalowej, apteka Beczkowicza była i tak wszyscy tam się po prostu zaopatrywali w leki. I w ogóle… patrzę no nikogo nie ma z moich, tak jakby wszystko wymarło, wszystko wymarło!
