Irena Błotko: Panu opowiem o czterdziestym szóstym roku, jak na bazarze, właśnie ta Olempka, Szymborska miała budkę, a szwagier miał, tutaj, jak Gebethner i Wolff, w tym zaułku, co się na bazar wchodzi, miał taki sklepik z… znaczy oprawa obrazów. Obrazy, tam święte, wie pan, rzeczy można było u niego kupić. A siostra miała budkę na bazarze. I ja też chodziłam tam do tej siostry pomagać, zawsze te parę groszy miałam, wie pan, i pomagałam jej. I w czterdziestym szóstym roku, jak było referendum, no to studenci w białych czapkach i studenci z Politechniki na bazarze rozdawali ulotki. I właśnie w naszej budce i obok, taka pani miała budkę z dziecinną… z dziecinnymi rzeczami i oni tam trzymali te gazetki u nas. Ci studenci przychodzili i brali po kilka tych ulotek. Także oni zauważyli i zgarnęli tych wszystkich studentów. I zabrali na Sierakowskiego. A wie pan, że na Sierakowskiego było UB. No i to była mordownia. Z bazaru handlarze zebrali się i mówią: „Wy jesteście młode. Idźcie, może przekupicie tą babę, co tam pilnuje w tej piwnicy, i zanieście tym chłopakom coś do jedzenia, papierosy”. No i myśmy wtenczas poszli, dali tej babie parę złotych. Nas poszło wtenczas cztery osoby. No i ja na czele oczywiście. I myśmy tam poszli do tej piwnicy do tej baby, też poznałam ją tutaj… I, proszę pana, daliśmy im parę złotych i ona mówi, że już nie ma tamtych, tylko jeden jest. Jak ona wyniosła tego, na plecy go wzięła i wyniosła, to nie była twarz! Trudno coś powiedzieć… Trudno coś powiedzieć, on ledwo na oczy patrzył. I myśmy dali mu te, te… I chodziliśmy, ale na drugi dzień, jak poszliśmy, to już jego nie było, już nikogo nie było tam. No i zlikwidowali te UB, a, wie pan, jak weszło się tam na te schody, to całe wymazane krwią było, całe wymazane krwią. To cała, cała granda się, wie pan, powtryniała, wszystko się poukrywało, wie pan, i pomiędzy ludźmi. Ta cała, całe UB. I później już jego nie było.