This is additional content area. Learn more
Irena Błotko: Bo myśmy dostawali ćwiartkę chleba na osobę. Za okupacji. No i z tej ćwiartki chleba, tata powiedział, każdy dostaje… daje swoją kromkę chleba dla tych Żydów, którzy przyprowadzają do… Oni przychodzą bardzo biedni, bardzo głodni na kolej, bo… No i, i myśmy to dawali. I dostawaliśmy na kartkę ten chleb i marmeladę. Zrobili w warsztatach tacie taką, taką puszkę na tą marmeladę, że część tej marmelady przynosił do… dla tych Żydów, wie pan, bo to było naprawdę, to były bardzo, bardzo biedne, bardzo… W ogóle się nie da opowiedzieć, jak ja tam poszłam i zobaczyłam, to… Wie pan, to się w ogóle w głowie nie mieści, że człowiek człowiekowi może takie coś zrobić. A teraz opowiem o tym, jak tata nosił tę marmeladę do… A tam u Kamionka, tego Franka, był sklep spożywczy i on… i on prowadził właśnie na kartki te, bo wszystko było na kartki, wie pan, za okupacji. No i tata… Zrobili tacie
w warsztatach takie bańkę na tę marmeladę. No i wie pan, no, nas było czworo… sześcioro, na sześć do tej marmelady zawsze… Tej marmelady dużo było, bo to z buraków te… te najgorsze marmelady. No ale dla tych Żydów to było, wie pan, to było bardzo dużo. To było bardzo dużo. No i tata tę bańkę dał i mówi: „Panie Heniu, proszę tutaj wszystkie z kartek”, „Tutaj, tutaj, panie Gruszczyński, tutaj mamy włożyć wszystko, wszystkie marmeladę?” Tata mówi: „Tak, wszystkie marmeladę, bo jeszcze sąsiadka dała kartki, wszystkie marmeladę”. No i on kładzię tą marmeladę tą łyżką i po tej bańce tak po wierzchu leci. I bierze, bierze palcem, a tata nic nie odzywa się, ale mój tata to był taki, wie pan. Tata miał klucz od mieszkania, a ja tak już ten chleb zabrałam, stoję, a tata, on daje, i tak obmazany ten ten jest, tym palcem bierze i, wie pan, i z tego. A mój tata wziął ten klucz i tę bańkę i tą marmeladę, a jego… On mówi: „Panie Gruszczyński, co pan robi?”. A on mówi: „To na drugi dzień… raz niech pan paluchem nie bierze, bo to jest marmolada dla ludzi. Dla bardzo biednych ludzi”. Bo on tak brał tę marmeladę, wie pan, z tego, z tej wagi i w te, i tu brał. No i tata jemu tą marmeladę na twarz całą. To był chyba czterdziesty, jak Niemcy pół tej… Bródna rozebrali. I myśmy tam chodzili, tam, wie pan, drewniane domy były i myśmy chodzili tam po… kraść drzewo po prostu. To było w lutym, sankami, sankami jeździliśmy, myśmy tam starszym osobom dowozili. Jako dzieciaki, wie pan, i no tak, nasza szkoła była, tak nas nauczyciele wychowali, że wie pan, myśmy tak pomagali, myśmy gazetki roznosili, w książkach mieli gazetki… W Ogrodzie Saskim, jak myśmy odprowadzali nasze koleżanki Żydówki do gett. Do getta odprowadzaliśmy, wie pan, i oni nas, Hitlerjugend napadło. I tak, chłopaki wzięli te Żydówki i tych kolegów Żydów odprowadzić, a myśmy, dziewuchy, takie manto wyprawili tym hitlerowcom, że pan nawet, że uciekali, uciekali jak… myśmy też uciekli, oczywiście, że myśmy uciekli. To była tak: Zośka Kiewicz, Janka Gruszka, Hanka, Janka Płatek… I z nami była, z nami była nasza opiekunka ze szkoły, bo w ogóle całą szkołę, opiekunem był tych szkół mój tata. Prowadził co, no co niedziela to nie, bo jak miał dyżur i jechał gdzieś w drogę, to już ktoś inny prowadził, ze sztandarem do kościoła nas prowadził.
