UWAGA: Ten epizod możesz także znaleźć na naszym kanale na YT

Aleksandra Petryna: Ale wiem, moim ulubionym zajęciem, jako jeszcze nie chodziłam wtedy do szkoły, to było przebieranie się. Worek z gałga… z jakimiś starymi sukniami, kapeluszami, z welonami, a największym moim marzeniem, to było marzenie o welonie. Jako dziecko. Mój ojciec umarł, to ja miałam sześć lat. I ja byłam oczarowana tym, że mama ma taką, taki kapelusz z takim czarnym welonem. Ojej, jakie to byłoby dla mnie szczęście, jak ja bym mogła taki kapelusz z takim welonem nosić, do szkoły w nim chodzić czy tam gdzie tego. Moje przyrodnie siostry, które były starsze to ode mnie jakieś dziesięć czy tam dwanaście lat, też miały na pogrzebie ojca berety i do nich przyczepiono taką, takie weloniki.

Prowadzący: I pani jedna, jako najmłodsza, nie miała?

A.P.: A ja nie miałam! Ja miałam tylko z tego wszystkiego czarną wstążkę, taką kokardę we włosach, czarny beret i czarne lakierki. I to było całe moje szcze… I tak się martwiłam: ojej, żeby za prędko nie umarła, nie umarł ktoś z rodziny, a ja bym nie dorosła jeszcze do tego, że mogę mieć beret z welonem. I to, i to pamiętam to moje marzenie, to o tym welonie, to było od dzieciństwa. Jak tylko mogłam, to mama przychodziła ze szkoły, kładła ten kapelusz, bo dawniej to kobiety żałobę nosiły przez rok, i nosiły tą żałobę taką w postaci takiego welonu długiego, i do kapelusza przyczepione, cały rok prawie po śmierci męża taka żałobę się nosiło. I mama nosiła ten… Jak wróciła ze szkoły, położyła ten kapelusz koło lustra, to ja szybko zakładałam na głowę. Ach, jejku, jakie to było dla mnie pragnienie mieć taki kapelusz z takim welonem.

P: I kiedy się ziściło?

A.P.: Nie ziściło się prawie nigdy w życiu.

P: Z powodu tego, że tak zażartuję, że wszyscy z rodziny i znajomi byli długowieczni?

A.P.: Nie, nie, nie to dlatego…

P: Czy moda się zmieniła?

A.P.: Że po prostu pewno nie było takiego pogrzebu, w którym ja bym musiała zakładać na ten… Nie, nie.

P: To też ciekawa historia, muszę powiedzieć, o tym welonie. To kolejny taki przedmiot po tej lalce, który jednak dla pani był ważny.

A.P.: Lalka to była później.

P: Ja rozumiem.

A.P.: A ten welon i te przebieranki to były wcześniej. Ja bym chyba całą rodzinę chciała pochować, żeby tylko welon mieć.

P: Dobrze…

A.P.: Ja wiem, jak ja się martwiłam, żeby teraz babcia, bo babcia była tylko cztery lata od mojego ojca starsza, nie mogłam zrozumieć, dlaczego ludzie nie umierają po kolei, według wieku, tylko tak nie wiadomo… Ojciec umarł, babcia była starsza i żyła, jak teraz babcia umrze, no to ja jeszcze nie dorosnę. No ale muszę powiedzieć, że bardzo ciekawą rzeczą jest, jakie wrażenie na dziecku robi śmierć. W ogóle, że nie robi złego wrażenia. Nie uznaje się tego za coś tragicznego.

P: Czyli nie wspomina pani…?

A.P.: Ja byłam zadowolona, że mi chociaż tą czarną wstążkę miałam, kokardę we włosach i tą opaskę taką na ręku, wtedy było żałobę, ale że no nie mogłam mieć welonu, no to było dla mnie właśnie tą tragedią, tylko taką. Ale sam na przykład pogrzeb to mi się bardzo podobał. To było jak procesja Bożego Ciała czy bo ja wiem, bo ojciec był kierownikiem szkoły, więc te wszystkie szkoły szły na ten pogrzeb, było tyle ludzi, taki tłum… Jak mi się to podobało!