This is additional content area. Learn more
Pan Zbigniew Djaczko: Rodzice mnie wieźli w wózku, jeszcze w wózku, nawet jak pewnie chodziłem ale mógł to być rok 37,38 i podwieźli mnie pod wieżę spadochronową, która była w Parku Praskim kiedyś. Polegało to na tym, że był taki wysięgnik i na tym wysięgniku wisiał spadochron. Ta wieża była gdzieś wysokości chyba 30-40 m i skakali odważni ludzie pod tym spadochronem. Ale on zawsze cały był rozwinięty, także spokojnie lądowali na ziemi. I pamiętam jak kobieta z blond włosami skakała z tego spadochronu, ale niestety była w spodniach … Nic tam ciekawego nie można było zobaczyć. To jest takie jedno wspomnienie sprzed wojny, i drugie wspomnienie już z 39 r. jak był ostrzeliwany ten dom w którym mieszkałem. Uciekaliśmy w 39 r. i samoloty niemieckie atakowały te kolumny uciekających. I pamiętam, że miałem puszkę taką czerwoną, czerwoną puszkę PKO jako skarbonkę, I ponieważ ta puszka była czerwona, a to był słoneczny dzień we wrześniu 39 r. to wszyscy prosili, żebym tą puszkę schował pod siebie bo ci z samolotu łatwiej zobaczą i będą strzelali. No na szczęście ani mnie ani nikomu z rodziny nic się złego nie stało, natomiast widziałem tam leżące trupy.
