This is additional content area. Learn more
Elżbieta Jędrych-Pordes: Że zmieniły się warunki życia, no to zmieniły się również i świat cały… znaczy okolice. Ja tutaj, jak ja się tutaj urodziłam, jak ja się tutaj poruszałam po tych, po tym terenie, to to był teren taki właściwie podmiejski, nawet powiedziałabym, że prawie wiejski. Bo to były małe uliczki, niebrukowane, piaszczyste. Małe domki, wokół… w nich ogrody, sady. Nawet na ulicy, na której ja się wychowałam, było gospodarstwo, po prostu gospodarstwo takie wiejskie. Bo to byli właściciele okolicznych pól, bo wokół naszych, naszych tych uliczek, to były pola i łąki, pastwiska, na których wypasały się krowy. I to były, i ci właśnie państwo, ci nasi sąsiedzi z tej samej ulicy, no byli gospodarzami, oni wyjeżdżali na, na wiosnę na pola, prawda, orali, siali, a potem zbierali pod koniec lata. No jednym słowem to była wiejska sceneria.
Prowadząca: A jeździło się do tak zwanej Warszawy? Bo często słyszałam…
E.J.P: O właśnie, to, co pani powiedziała, że jak się… jeżeli się wybierało do, do centrum, to mówiło się: „Jedziemy do Warszawy”. Tak jakbyśmy nie byli w Warszawie! Ale to było tak normalne, tak naturalne, tak, tak… No, nikt nawet nie, nie…nie próbował tego rozszyfrować jakoś i sprawdzać, czy to ma sens takie mówienie. Jechało się do Warszawy. I to tutaj, no, to była ta jedyna linia, nitka, która łączyła nas z Warszawą to al. Waszyngtona i most Poniatowskiego.
