This is additional content area. Learn more
Sławomir Popowski: Najpierw zapach. To zależy od pory roku- ale najczęstszym zapach to kojarzy mi się z zapachem moczu i zapachem kapusty – mocz i kapusta to były dwa dominujące zapachy. Cudnie było, gdy zbliżały się święta. Ludzie tam piekli, gotowali itd. i zapachy już były inne.
Prowadzący – mówi Pan o kapuście jako o potrawie- kapuście kiszonej?
SP: Kapuście kiszonej, gotowanej, nie wiem bigos, wszystko to razem, a najczęściej to jest jeszcze pomieszane z zapachem moczu i zapachem kibla, który był często na piętrze. Natomiast mam dwojakie skojarzenia zapachowe, w cudzysłowie, z ul. Kępną. I to było w zależności od tego z której strony powiał wiatr. Jeżeli było ciepło, lato, i jak powiało od rzeźni to był straszny smród. Jeżeli powiało od Grochowa od Zamojskiego to był cudowny zapach czekolady – od dawnego Wedla, później 22 Lipca, dziś znowu Wedla. I to były te dwa zapachy które mi zostały w pamięci. Dźwięki? Ha. Dźwięk do którego się przyzwyczaiłem – kiedy mieszkałem na Kawęczyńskiej godz. powiedzmy 5-6 rano i gra orkiestra Edwarda Ciukszy z muzyką ludową. Okna są otwarte, radia włączone. I ten świat o godz. 6 rano kiedy miasto budzi się wygląda zupełnie, zupełnie inaczej. Czasami słychać chrapanie, czasami coś innego. Dalej- słyszę np. awantury domowe. Ale też mam w pamięci np. coś takiego jak relacje z Wyścigu Pokoju kiedy okna są otwarte. Oczywiście nie ma telewizorów, telewizory są jeszcze absolutną rzadkością. Mój pierwszy telewizor rodzina kupiła w 57 roku w komisie na rogu Brzeskiej i Ząbkowskiej, był to telewizor radziecki (?), Ale ponieważ nie było jeszcze wtedy telewizorów a Wyścig Pokoju był niezwykle popularny w związku z czym ludzie – nie wiem- 20-30 osób potrafiło stanąć pod czyimś oknem na parterze i słuchało relacji z wyścigu Pokoju. Więc zapamiętałem też te odgłosy. Zapamiętałem też odgłosy na moim podwórku na Kępnej. U pani Górskiej której amputowano pierś i która przeżyła moją mamę o 10 lat miała fajnego syna- chyba Marka, który grał na skrzypcach; w związku z czym przy otwartych oknach cały czas to jego próbowanie na skrzypcach było słychać.
Wreszcie dźwięki które mi się kojarzą z moim drugim mieszkaniem, czyli na Kawęczyńskiej – ponieważ moja kamienica to była kamienica tuż przy drugim zjeździe do zajezdni, więc to było na tej zasadzie, że godz. 1-2 w nocy: „ding ding ding ding” – tramwaje zjeżdżają. Potem godz. powiedzmy 4-5 rano; „ding ding ding” – tramwaje wyjeżdżają. Ja praktycznie rzecz biorąc wtedy tamtych dźwięków nie słyszałem, ale w pamięci mi utkwiło, że można było się bardzo szybko przyzwyczaić.
