Wojciech Starzewski: To był budynek piętrowy, o liczbie izb 20stu i do tego jeszcze była oficyna na cztery mieszkania. To znaczy mówię o mieszkaniach takich tego typu jak to, prawda, składających się z kuchni i pokoju, a w niektórych wypadkach były i po 2 pokoje, zależy jak rozmieszczone. Ten dom był wysoki. W tej chwili jest podobny taki dom na ulicy Św. Wincentego jeszcze zachowany przy dawnym cmentarzu Żydowskim. Mniej więcej tak wyglądał tylko że troszkę mniejszy.

Prowadzący: Czyli to jest nie jako taki drewniany blok prawda?

W.S.: Drewniany budynek, wybudowany przez moją babcię, jeszcze przed wojną a nie spłonął dlatego w czasie wojny, że tam mieszkańcy współdziałali z taką panią, która lubiła sobie wypić, dzięki temu ona uratowała ten dom, ponieważ odważnie biegała po dachu, takim podeście dla kominiarzy i polewała ciągle wodą. Mieszkańcy podawali jej wiadrami wodę, a ona polewała ten dach i budynek cały i on był cały czas mokry. Pomimo że obok bomby padały, tam cała druga strona to była spalona. Z resztą zachowały się fotografię, ja wynalazłem kiedyś w archiwum, mam odbitki tych fotografii i po prostu ten dom został dzięki niej został uratowany i przetrwał potem i Powstanie również i całą okupację. Ta pani lubiła wypić i obiecano jej, że jak uratuje, no nie wiem jaka była częstotliwość częstowania ją alkoholem, ale po prostu dzięki temu, no nie było innej formy wtedy płatności, bo pieniądze nie miały żadnej wartości tylko przedmioty. Ale dzięki temu, no po prostu, może i też dlatego że pod wpływem była odważna i biegała po dachu, no bo nie każdy by tak sobie biegał, a tu bomby latają prawda. Z resztą mama mi opowiadała że obok domu uderzyła taka ogromna bomba, wtedy nazywano ją krowa, taka dość potężna, gdzie wyrobiła taki głęboki dół, że drugi dom można w tym miejscu by tam było schować, a mimo to nasz dom przetrwał.