UWAGA! Ten epizod możesz również znaleźć na naszym kanale na YT

Eleonora Strzeszewska: Robiłam protezy 5 lat wcześniej. Tak jak każdy pacjent miałam prawo po 5-ciu latach zrobić sobie nowe protezy. Bo wiadomo: czy są ubytki czy coś, już tamta może nie pasować. No i zapisano mnie w centrum stomatologii nad Wisłą. Z tamtej strony, od Starego Miasta. Tam mnie zapisano, czekałam 8 miesięcy na ten dzień, kiedy tam miałam się zgłosić. Zgłaszam się, no w końcu, do pokoju, pyta mnie: „nazwisko?”. Powiedziałam nazwisko, sprawdził na liście i odznaczył. „Siada pani na fotel”. Ja siadam na fotel, ale to była tylko fikcja! Bo on odpowiedź miał już gotową! Już miał gotową. Ja usiadłam, zobaczył i mówi, że: „nie ma u pani warunków”. Tak krótko, bez tłumaczenia. Nie ma warunków. Nie dopytuję się, bo mnie odjęło mowę. Jadę do domu, myślę: „jak to nie ma warunków?” Robiono mi tamtą protezę 5 lat temu, lekarz tego nie powiedział, zrobił dobrze, nie trzeba było robić korekty; tylko pech w tym, że nie mogłam nosić, bo mnie swędziało. Pewnie uczulona byłam na różowy barwnik, tak mnie powiedziano. No i przyjechałam do domu, chodzi mnie po głowie, wertuje, morduje – jak to nie ma warunków? Tamtym razem robiono, nikt mnie tego nie mówił. Męczy mnie, męczy – nie, ja tam muszę jeszcze raz pojechać! No, jak byłam w środę… tak w drugą środę mnie przyjmował, bo innych dni nie znam. No i pojechałam w środę, siedzi pani, ja za nią zajęłam sobie kolejkę, siedzę. Ją załatwił, ona wyszła, ja wchodzę. Pyta: „nazwisko?”, ja mówię nazwisko. Sprawdził: „pani u mnie już była”. „Byłam, panie doktorze”, tak odpowiadam, „ale ja tego nie rozumiem, panie doktorze, ja tego nie rozumiem, że nie ma warunków. Panie doktorze, gdybym ja przyszła do pana i chciała wstawić zęby w dupie i pan by mnie odpowiedział, że nie ma warunków, to ja bym zrozumiała. Ale ja przyszła wstawić zęby w jamie ustnej, gdzie robi się wszystkim pacjentom”. Jak pan doktór był mały – zrobił się jeszcze mniejszy! I ledwie zipnął: „siada pani na fotel”. Usiadłam na fotel bez słowa. Wziął ten – jak to się nazywa, tam, no – kreda, nie kreda, co tam, wziął i zrobił mnie wycisk, ten materiał. Zrobił wycisk, miarę. Za dwa tygodnie czy za ile wyznaczył mi termin, przyjechałam po odbiór, dał mnie protezę, włożyłam sobie, wszystko pasuje jak trzeba! Dobre były, dopasowane, warunki były, jak się okazuje. Ale… nie mogłam nosić. Ponieważ swędziało. To był chyba odwet za to, kiedy on mi nie chciał zrobić tak, jak ja chciałam. Ten pan doktór… tego pana doktora przywołałam do porządku. Tylko szkoda, że tak późno, w wieku przedemerytalnym czy emerytalnym, może już był na emeryturze, tylko dorabiał. Szkoda, bo by ludzi tylu nie oszukał, tylu pacjentów. Ja uważam, że do końca swoich dni w gabinecie nikomu nie odpowiedział, że nie ma warunków. Dostał szkołę, tylko szkoda, że za późno