This is additional content area. Learn more
Bogusław Homicki: Pamiętam oczywiście! Taki był Hitler-Edek, zbój. Wystarczyło, że się spojrzał, to już człowiekowi się miękko w nogach robiło, no a ja w jakiś sposób tego Edka znałem poprzez mojego kolegę Cześka Górala. No Edek, Edek – ale każdy się go bał! I kiedyś tam na zabawie tańczę sobie z dziewczyną, odbijany jest, jakiś… za chwilę ktoś krzyczy: „Odwołany” – nie wiem czy pani wie o co tu chodzi. Odbijany to polegało na tym, że wolno w tym momencie podejść do tańczącej pary i odbić dziewczynę, a odwołany, to już od tej chwili nie wolno. No i ktoś krzykną: „Odwołany!” i tu podchodzi taki mały, taki Roman, że on chce tańczyć z moją partnerką. Ja mówię: „Już był odwołany”, a on się szarpie, bo mu tam już tam był lekko pod alkoholem, no i taka awantura wyszła, zaczęliśmy się szarpać, no i ten Edek się zjawił. Ja mówię: „Edek, no zobacz, kurczę…” ten Hitler…”, był odwołany, a on mnie tutaj tego…” a temu Romanowi to bym dał radę spokojnie, ale nie chciałem się bić. A tu ni z gruszki ni z pietruszki, ja dostaję bombę w nos od… Edka Hitlera! Widocznie ten Roman był jego bliższym kolegą, bo ja byłem tylko kolegą poprzez mojego kolegę, tyle że go znałem tam. No i dostałem w nos i kurczę… a z kolei tam nie wolno było zostawić czegoś takiego, bo już człowiek spadał do takiej grupy, co go wolno bić. No to szukałem, szukałem sposobu jak się odegrać na tym Edku, ale tu nas rozgonili, tam też taka służba porządkowa istniała, więc nas rozgonili, no i już nie było pretekstu żeby ja do tego Edka podszedł. No minęło parę dni, w środku tygodnia były takie zajęcia klubowe, jakiś bilard- nie bilard, i ja… i ten Edek coś tam jakiegoś bilarda gra i ja podszedłem i mówię: „Daj pograć”, a on mi coś tam znowu burknął, żebym… na „sp…” to się zaczyna. To ja mu też coś tak odpowiedziałem, no to Tobie też tak tego… I… jest już ciemno, wieczór, wszyscy idą do domu, ja patrzę stoi taka grupa, no i ten Edek w środku, zaczepia mnie: „Ty, Ty mi powiedziałeś ch… ci w d…” – to przy tym stole. No i bez słowa zaczął kopać, a oni jego, on się… miał taki styl bitki – kopanie. Tak kopał, że aż do głowy, no i nie dość, że on to jeszcze tych ośmiu jego kolegów. Ja w tym kotle, wszyscy mnie kopią! No to już… zobaczyłem lukę między tymi nogami i uciekłem! No uciekłem, ale znowu następna sprawa – pobity, skopany… Na nadzielę szykuję się na zabawę! Ubrałem się w takie ciężkie buty, nie wiem skąd miałem, jakieś wojskowe, jakaś kurtka taka ten i idę na zabawę! A idę z tym moim kolegą Cześkiem w jedną stroną i akurat z naprzeciwka idzie Edek, bo taki był wtedy zwyczaj na tej Pradze, że trzeba było to jedną alpagę chociaż we dwóch wypić dla kurażu. No więc oni szli po alpagę, a ja szedłem… nie wiem, może sam szedłem? A Cześka miałem wywołać? – w każdym razie ten spojrzał na mnie, ten Hilter: „Nie masz po co tam przychodzić do klubu! Bo jeszcze ci dokopiemy!” A mówię: „A ja właśnie idę do ciebie!” No i on sobie poszedł z tym swoim kolegą, ja doszedłem do klubu, widzę – Czesiek jest, to Czesiek mówi: „Chodź, pójdziemy po alpagę”. No dobrze, idziemy tą samą drogą, a Edek wraca. Ich jest dwóch i nas jest dwóch. I ja sobie tak myślę: „No doskonała okazja!”, prawda? Już nie będzie sześciu, którzy, którzy będę mu pomagać, tylko Edek i mówię: „No chodź teraz tutaj na trawę!” , bo tam obok były takie tereny powojskowe na Namysłowskiej, a on jakiś tak nie bardzo chętnie: „Nie, nie, nie… tylko Ty tam się nie pokazuj w klubie”. A ja mówię: „Nie! Tutaj!” A on: „Nie chcę!”. No to tak mnie to trochę zastanowiło, ale żeby mu nie dać odwrotu, to tak go… tak go uderzyłem w nos. Nie tak żeby mocno, ale żeby zacząć. No to już wtedy nie wypada w tym savoir vivrze towarzyskim z Pragi – jak się dostało w nos, to już trzeba oddać, no nie wolno odejść! No to on zrzuca marynarkę: „No chodź!” i to.. i… !!! I oczywiście te kopy swoje, ale ja już wiedziałem, że będzie kopał, troszkę już poznałem judo, to wiedziałem jak się bronić przed kopaniem i co on mi nogą, to ja kontrę tym butem, co on do mnie… otwarcie pędzi, to ja kontra rękami i do tego stopnia, że miałem całe knykcie poobijane od jego zębów, aż poprzecinane, a on z kolei piszczele swoich… swoje piszczele nóg od moich butów. No nie mógł mnie dopaść, a ja się go cały czas bałem, więc… no bo mówię: taki zbój! Od samego widoku się każdy bał. No ale musiałem honorowo wyjść, no przecież nie mogłem tak tego zostawić. I on… już widzę, że już tu mnie… on ma nos rozkwaszony od tych moich kontr, piszczele poobijane, a nie może mnie dopaść, a tak naprawdę nic mi się do tej pory nie zdarzyło, no i on w pewnym momencie schyla się, jakiś kawał gruzu na tej trawie znalazł, podniósł w dwie ręce i leci na mnie! Z tym gruzem! Bo to było tak jakby 3 cegły ze sobą zlepione. Leci do mnie! No to ja wtedy podbiłem mu ręce, także nie dałem jakby, próbowałem nie dać się uderzyć tą cegłą, ale jednak on ją puścił prosto mi na głowę i rzeczywiście krew mi zalewa oczy, no bójka jest, ale ja już go chwyciłem pod siebie, przewróciłem i już nie dałem mu odetchnąć, wklepywałem go prosto w ziemię. On harcze: „Zabije! Zabije!”… coś tam… A ja go tutaj, w ogóle, żeby już oddechu nie złapał. No jak już zobaczyłem, że ma dosyć i koledzy… bo to byli sekundanci… nas odciągnęli, ja już na tą zabawę nie poszedłem, bo musiałem z resztą coś z głową zrobić, bo leciała mi krew. No i tak minęły dwa dni, w czwartki z kolei były na Powiślu takie zabawy w Energetyku też taki był klub, no i Czesiek Góral mówi: „Chodź do Energetyka pójdziemy dzisiej” – „Dobra”, idziemy do Energetyka, patrzę, a w Energetyku w drugim kącie sali Edek-Hitler jest! Mówię: „No kurczę, nie wiem co to się będzie działo!” Ale raptem Edek nas wypatrzył, do nas podchodzi, graba Cześkowi, graba mnie: „Słuchajcie tutaj na Powiślu szykują się na nas, więc my z Pragi musimy się razem trzymać”. I o tamtej bójce słowa nie ma, nic się nie dzieje. I od tamtej pory ja się stałem kumplem już Edka-Hitlera. Prawdziwym. Do tego stopnia, że ja przez lata jeszcze go widziałem jak on się staczał w alkoholizm, już był takim menelem całkowitym, ile razy szedłem Środkową gdzieś tam była taka piwna knajpa, to on jak mnie widział zawsze się lekko unosił i się mi kiwał, ukłaniał się. No… Także w jakiś sposób swoją pozycję na tej Pradze wybroniłem, ale to tak trzeba było ją zdobywać poprzez działanie.
