This is additional content area. Learn more
Prowadząca: A proszę mi powiedzieć czy spędzało się czas nad Wisłą?
Halina Bandurska-Kryłowicz: Tak. Nad Wisłą…ona zupełnie inaczej wyglądała niż teraz. Na spacery można było chodzić. Jedni chodzili częściej inni rzadziej, a inni w ogóle nie chodzili. W takie słoneczne przeważnie letnie albo ciełpoletnie o! ciepłowiosenne dni, na spacery po wale przeciw powodziowym. Schodziło się również na dół w kierunku nurtu Wisły. Tam rosły wspaniałe, jak ja uważam, te krzaki wikliny, spoza których gdy podeszliśmy wyłaniały się… Gdy schodziliśmy w dół spotykaliśmy wikliny w krzakach, spod których, gdy podeszliśmy podrywały się do lotu takiego niskiego, kuropatwy. Wspaniały to był widok. Czasami jak mieliśmy szczęście to spotykaliśmy kuropatwę z małymi kuropatwami. To był wspaniały widok. Lubiłam tam chodzić bo była wspaniała roślinność. Wśród tej wikliny można było spotkać cały niemal zestaw ziół które tutaj na Mazowszu kiedyś – i szczawie, nie szczawie, krwawnik czy inne których nie pamiętam nazwy, kiedy łąki te pięknie pachniały. I widoki kwitnących tych różnych ziół – zielska, chwastów jakby, pozwalało na to, że człowiek miał ochotę rzucić się w tą trawę, na kocyku, poleżeć na kocyku, popatrzeć w niebo i poniuchać, powąchać zapachy tego wszystkiego. I pamiętam o! jeszcze jako dzieciak byłam, braliśmy takie sitowie i nawlekaliśmy na to takie fioletowe kwiatuszki, zrywaliśmy i robiliśmy z tego później albo wianki albo jakieś takie różne dziwolągi, przynosiliśmy te wszystkie kwiaty, kwiatki do domu i to był wspaniały bukiet. Gdy przyszła powódź na wiosnę to wszystko zostało albo wysokie stany w lipcu to wszystko zostało pozalewane. Ale gdy cofnęły się, opadły wody znowu ta roślinność odżywała i było wspaniale. Można było znowu sobie biegać. To nic, że tam jakieś chrabąszcze, nie chrabąszcze czy komary nas gryzły i jak aureole się koło nas unosiły. I tego jest żal.
