This is additional content area. Learn more
Ryszard Szufladowicz: Na końcu, jak już Niemcy opuszczali, była branka na Pradze. Nie wiem czy to do pani ktoś o tym wspominał. Ogromna bramka mężczyzn. Cała Praga, ta nowa i stara, była objęta wywózką mężczyzn. Wybierali wszystkich Niemcy powyżej osiemnastego roku życia. Z naszej kamienicy zabrali dwóch przystojnych, wysokich, dwudziesto około dwu letnich synów i ojca z parteru. Z drugiej strony Kulesze. Na górze, no nie będę wymieniał, chyba ze cztery, czterech mężczyzn. Z oficyny Wypycha dwóch synów, Skrzyńskich dwóch synów i ojca, nie wrócili. Nikt z tych zabranych… nie wiadomo dokąd ich popędzono, nie wiadomo co z nimi zrobiono, żaden z tych ludzi do naszej kamienicy nie wrócił żywy. Nie wrócił! Natomiast ojciec mój i brat, bo ja byłem poniżej osiemnastego roku, to nie było niebezpieczeństwa, ale ojciec i mój brat zbuntowali się. W tym sensie, że jak przyszła… bo to się piorunem rozchodziło, tu otaczają kamienicę, tu zamykają kamienicę, wybierają mężczyzn. Ojciec z Jurkiem, moim bratem, mieliśmy piwnicę – dość sporą, była paka, skrzynia na kartofle ogromna, weszli do tej skrzyni, mama ten dek, wierzch tam zabiła i zasypała węglem. To szybko szło raz dwa, całą tą skrzynię tak w narożniku zasypała węglem, nie było widać. Niemcy wybierali wszystkich z mieszkań, ale bali się wchodzić do piwnic. Bali się. I tylko, nie wiem, bo ja byłem na klatce schodowej, to wtedy pamiętam, smarkacz byłem ciekawy, nie, nie zdawałem sobie sprawy z tego co się dzieje, to wszedł tam na początku schodów do piwnicy, zarepetował karabin i: „Wychodzić! Raus, raus!”, ale nie wszedł do środka. To miało swoje później skutki przez jakieś dwa, trzy lata. Te ukrycie się mojego ojca. I oni jedynie ocaleli z tej całej kamienicy. Jakie skutki? Ano takie, że ponieważ ta reszta mężczyzn nie powróciła, mężowie, synowie, cały dorobek życia nie powrócili, to ci, te osamotnione matki to miały trochę taki żal. To było widać. Potem to uległo polaryzacji. Ocalał również z tej bramki mąż siostry mojej mamy. Bo Nakła się na czas okupacji też sprowadzili też na Strzeleckiej pod 42 mieszkali. Ale ciotka Maryla to była bystra kobieta, przystojna, zgrabna, mówię pani jaka ładna. W ogóle te pięć sióstr, bo pięć sióstr było, to były wszystko fajne baby. I proszę pani i znała świetnie, bo moja mama też znała świetnie, język niemiecki i jak poszła ta wieść, to wujek już nie miał się gdzie ulotnić i położył się do łóżka. Ciotka go natarła trochę kredą, czy tam talkiem, czymś takim, że był taki bardzo, bardzo blady, sama założyła taki biały fartuch, czepek proszę pani z czerwonym krzyżem, gdzieś tam wykombinowała i napisała po niemiecku na drzwiach tyfus. I jak ci Niemcy przyszli, bo weszli do mieszkania, zobaczyli i pytają – a ona po niemiecku z nimi płynną niemczyzną, mówi: „Tu jest zakaźna choroba”. A oni się bali jak cholera zakaźnych chorób, Niemcy byli bardzo sterylnym narodem, to trzeba powiedzieć. I zatrzasnęli drzwi, poszli w diabły stamtąd i w ten sposób wujek ocalał, a po tej bramce dwa dni później nocą przemknęli się z ojcem i z bratem moim, uciekli na Zacisze, tam mieliśmy rodzinę, mieli tam posiadłość taką małą, i tam, proszę pan, przetrzymali do Bolszewików w takim wykopie pod… w chlewni była zrobiony wykop nakryty płytami, na to ściółka, świnie. Bo tam też była bramka! Na samym końcu już. Na Zaciszu. Ale jak zobaczyli, że to trzoda jest tam, to machnęli. A oni tam siedzieli pod spodem. I wyleźli dopiero tam, mieli otwór, żeby móc oddychać i jak nie było nikogo w otoczeniu no to dawali im jeść. I dopiero stamtąd wyszli jak Rosjanie weszli. Także okupacja – ciężkie czasy na pewno.
