Sławomir Popowski: W czasach, kiedy w Sopocie działał Non Stop, zaczynał działać i został przeniesiony Non Stop w stronę Jelitkowa, pod namiot. Właśnie w Non Stopie zaczęły grać Pięciolinie, które później się przemianowały na Czerwone Gitary, to już był ten zaawansowany rock and roll i rock, to przyjeżdżali ludzie z Pragi do Sopotu tylko po to, żeby potańczyć. No i kiedyś, ponieważ ja byłem w cudzysłowie „stałym bywalcem” Non Stop, a nawet konikowałem wtedy biletami do Non Stopu. Sprzedawałem bilety na lewo w związku z czym uznali, że ja tam jestem nie do ruszenia i jednemu z moich kumpli praskich, który chciał zatańczyć z moją dziewczyną, czy tam z dziewczyną, z którą siedziałem przy stoliku, powiedziałem, że nie i on sobie podobno przysiągł, że mnie dopadnie. I rzeczywiście dopadł mnie na Targowej, gdzieś tam koło ówczesnej oazy. Dwóch z jednej strony, dwóch z drugiej strony, wzięli mnie pod rękę, wciągnęli do bramy, ale w bramie tłukliśmy się już jeden na jeden, po czym wszyscy poszliśmy na piwo i sprawa została rozwiązana. Drugi raz kiedy mi się zdarzyło, a to wtedy byłem gówniarz jeszcze zupełny, gdzieś tak nie wiem, dziewiąta klasa. Poszedłem z dziewczyną, o którą się starałem i poszliśmy do parku koło ZOO, kiedy przechodziliśmy koło skoczni – bo tam kiedyś była skocznie, gdzie skakano na spadochronie, jeszcze z lat 50-tych ta wieża istniała, teraz już jej nie ma – otoczyła mnie grupka facetów, pierwszy cios dostałem w szczękę, drugi sparowałem i wtedy nagle się okazało, że dwóch niepozornych tajniaków, dwóch złapało. Jeden był gruby i niski, drugi chudy i wysoki, prawie jak Flip i Flap albo Pat i Pataszu, mniej więcej tak to wyglądało, ale panowie niezwykle sprawni zaprowadzili nas – tych złapanych i mnie jako ofiarę i dziewczynę jeszcze, na komisariat milicji rzecznej, czyli tutaj koło ZOO. Tam oczywiście wysłuchałem całej historii o tym co, to była za grupa niejakiego Szarego z Targówka podobno albo z Grochowa, nie pamiętam już tego. Dowiedziałem się też, że właściwie zostali napuszczeni na mnie przez mojego kumpla, ale ważne było to jak się człowiek po tym zachowa. Ja miałem oczywiście możliwość, nie wiem, złożenia skargi, podpisania. Nie. Nie ma mowy. To są sprawy między nami, my sami to załatwiamy między sobą i tak to wyglądało.