Jan Naperty: Przyjechaliśmy do domu, ojciec konia rozprzęgnął i matka moja mówi, tak: „Słuchajcie, polskie myśliwce dwa obstąpiły niemiecki bombowiec, dwumotorowy i zestrzeliły go!” Zaatakowali, dym się pokazał i ten bombowiec spadł w Świdrze po naszej stronie. No i w niedziele, 3 września, poszedłem z ojciec tam zobaczyć ten bombowiec. Policja nasza sprawdzała, akurat żeśmy trafili, sprawdzała po tożsamości. Jeden Niemiec to był spalony tak, że kości tylko zostały – popalony tak jak kurczak, wie pan, z rożna! A jeden był niespalony, to wyjęli dowody z niego i to był… Schmittkie z Prus Wschodnich. Ojciec się pytał tego policjanta, no. Przed Świdrem, przed mostem! W Świdrze na jakieś 120-30 metrów przed tym taka polana była, teraz tam las rośnie, to proszę pana on tam został strącony. Polskie proszę pana myśliwce! Dwa karasie z dwóch stron, matka opowiadała, bo widziała jak się palił! Hitler posłał na tamten świat…