This is additional content area. Learn more
Halina Cieszkowska: Drugie przeżycie, też bardzo… na tajnych kompletach, które było też bardzo groźne, ale też mi się udało! No więc druga groźna historia zdarzyła mi się jak wracałam z ulicy Joteyki od pana profesora, bo tam też były u naszych profesorów, też były min. bywały te komplety. To był właśnie historyk, zajmował się historią średniowiecza, ponieważ musiałam mieć wtedy KEN kartę, więc moi przyjaciele ze swoich dzieci utworzyli malutkie przedszkole prywatne i ja miałam na KEN karcie napisane, że jestem przedszkolanką. I ja, i ja po prostu przyjeżdżałam z tego Klarysewa … gdzie mieszkałam wtedy, bo wtedy mieszkałam w Klarysewie pod Warszawą… z mlekiem w bańce, a potem w tejże banieczce, opróżnionej i wypłukanej trzymałam swoje notatki robione na tajnych kompletach, bo przecież nie mieliśmy podręczników, wszystko się robiło… te notatki. Ja wpadałam tam do tego i to też nie było zabezpieczone, na głowę wkładałam chusteczkę, pod brodę, to już w ogóle wyglądałam jak jakieś takie…dziecko jeszcze z powszedniaka, no. I wtedy wracałam z takich tajnych kompletów, ale to było już dość późno, robił się zmrok. Był to chyba koniec lutego, że o godzinie 6 jeszcze było możliwie, jeszcze było… taki zmrok zaczął zapadać. Ja wyszłam na ulicę, żeby sobie pojechać do kolejki wilanowskiej, którą codziennie jeździłam. Ale okazało się, że jakieś puste ulice. Jakoś puste ulice przede wszystkim zobaczyłam na przystanku – nie ma ludzi. Nic nie jedzie. No to ja bałam się, że po prostu mam taki duży kawał gdybym miała iść piechotą przez tą całą Warszawę na ulicę Belwederską, no to… a nie wiadomo co się stało! Jakiś paraliż komunikacji? To może lepiej iść? Do przodu! Żeby w końcu coś z tego wyszło, żebym nie została po godzinie policyjnej na ulicach Warszawy. Zaczęłam iść. Nic mnie… żaden tramwaj mnie nie dogonił. Szłam sobie ulicą Filtrową, potem skręciłam sobie w 6 sierpnia, jak już dochodziłam do 6 sierpnia… dziwne to rzeczywiście, to się pokazał jakiś młody człowiek. Tak skądś akurat ten młody człowiek wyszedł i tak przede mnie, znaczy szedł za mną, potem mnie wyprzedził, szedł jakoś nerwowo, szedł bez niczego na głowie – a wtedy to nie było takie modne jak teraz, że nikt nie nosi nic, mimo mrozu i zimy nie noszą w ogóle niczego na głowie – więc on nie miał niczego. Trochę mnie to zdziwiło, że tak idzie, ciągle się ogląda. Ale chciałam go zapytać o… jedyny, którego spotkałam, więc chciałam go zapytać o godzinę, bo się bałam, że muszę przyspieszyć muszę kroku, bo ja nie wiem która godzina ,a muszę zdążyć przed godziną policyjną, gdzie godzina policyjna była o 8, tam na tą kolejkę ostatnią. No więc powiedziałam: „Proszę pana, która godzina?” ,a zegarek, zegarku wtedy się nie miało żeby młodzi ludzie mieli zegarki jakieś jak w tej chwili? Nie było takich zegarków! Bardzo mało kto miał ręczny zegarek, więc zapytałam go. I on mi tak odruchowo się tam spojrzał na ten zegarek i coś tam powiedział mi, jakąś godzinę i zaczął iść dalej. I wtedy ja zobaczyłam, że w tym dużym gmachu, który tam jest na rogu jak zakręca ta ulica 6 sierpnia, taki duży gmach, potem to były gmachy wojskowe i wtedy też właśnie były wojskowe, bo widzę, że okna otworzyli nawet… i Niemcy przez te okna. A przed tym domem stoi bunkier i siedzi w tym bunkrze taki gruby Niemiec z bronią. I tam jakieś, jacyś są wojskowi niemieccy, no i wołają , że… coś tam… Ja niemieckiego, mimo mamy germanistki, nie chciałam się uczyć, ale potem się zaczęłam uczyć, bo chciałam wiedzieć co oni nas krzyczą, bo oni tak ciągle krzyczeli, że nie można było zrozumieć. I człowiek był taki zaszokowany samym tym krzykiem, prawda, więc zaczęłam się uczyć z mamą i trzy klasy przerobiłam licealne tam… czy jakiejś gimnazjalne, tego języka niemieckiego w czasie okupacji. Bo uczyłam się francuskiego, uwielbiałam francuski, maturę zdawałam z francuskiego języka, więc nie chciałam się uczyć, ale w końcu się trzeba było uczyć… to rozumiem co oni krzyczą, oni krzyczą: ” Diese Dame…” coś tam… tego, że ta pani… coś tam… że rozmawiała z tym człowiekiem i raptem ja widzę jak wyskakuje taki patrol z bronią, podlatują i aresztowują tego chłopaka młodego i mnie. (pauza) Nic nie mogłam zrozumieć z tego. No rozmawiałam, rzeczywiście, no pytałam go tam… też mi głupio. I prowadzą nas tam do tego gmachu wojskowego na ten wielki dziedziniec, który i teraz istnieje. Wprowadzają nas tam i jego tam gdzieś biorą jacyś inni i mnie ktoś tam inny przesłuchuje, jacyś Niemcy. I całe moje szczęście, że pewnie tak było… tak sobie wyobrażam – bo ja przecież nie wiedziałam, bo mnie się pytają co ja tu robię i co ja mówiłam i tak dalej, a ja mówię, że tu przyjeżdżam do domu, że przywożę mleko i tak dalej… no i tak coś tam mówię… Ja mówię, że po prostu nie wiedziałam czym dojechać, że mieszkam pod Warszawą, bo bałam się, że będzie… że zastanie mnie godzina policyjna i… właśnie zapytałam go ponieważ nie mam zegarka, czy ja dojdę tam i on mi powiedział godzinę. I być może ten młody człowiek najprawdopodobniej on też to samo powtórzył, a on miał prawo być tak zszokowany i nie powtórzyć tego, bo znaleźli przy nim broń. Ja myślę, że to była jakaś akcja. Ja nie wiem do dzisiaj co to było. To musiała być jakaś akcja i on przed tą akcją, to był ktoś z tej akcji, kto uciekał. I znaleźli przy nim broń i zatrzymali go. Natomiast ponieważ ja, zgadzało się to wszystko co ja mówiłam, miałam tą chusteczkę na głowie, wyglądałam jak takie dziecko z… właśnie podstawówki czy coś i z tą banieczką jeszcze… Nie zajrzeli do banieczki! Całe moje szczęście, bo tam były wszystkie moje notatki! Nie zajrzeli do banieczki. Powiedzieli, że mogę iść. No ja się odwróciłam na pięcie i jak poszłam! A przechodziłam obok tego w bunkrze, a ten z bunkru mówi… taki jakiś był przyjazny, bo on się uśmiechną i mówi: „Ja, ja, ja woll!”, mówi: ” Gut, Gut, Gut…” że ja się cieszę! A ja mu też powiedziałam „danke schon”, bo byłam taka szczęśliwa, że gotowa byłam powiedzieć mu te „danke schon” . No i poszłam. No i dobrnęłam szczęśliwie w ostatniej chwili, rzeczywiście przyszłam późno bardzo, ale… a zawsze, acha! Bo jeszcze w tej banieczce oprócz tych moich notatek było zawsze, bo ja wracałam zawsze z kilkoma egzemplarzami dla najbliższych, dla rodziny, dla przyjaciół, zostawiałam. Także była tam też ta gazetka. No i proszę. No byłam szczęściarą.
