Ksiądz Ryszard: Przed Powstaniem samym ktoś do mnie mówi: ”Słuchaj idź zapytaj się, bo Józio już 3 dni nie wraca do domu, 3 dni przed Powstaniem nie ma go w domu”. I ja pojechałem tam na dół, pytam się czy z bratem mogę się widzieć. „O nie, jego już nie ma parę dni w pracy”. Więc prawdopodobnie jego już organizacyjnie brali. Jak to było nie wiem, bo byłem za mały, żeby mi mówili. Powiedzieli- nie wrócił. Myślę, że wszyscy trzej zginęli. Nie mamy ani grobu ani żadnego śladu po nich. O nim powiedziała mi jego narzeczona . Już byłem księdzem- tu na studia byłem przysłany do Bazyliki- to był 65 rok, po 65 roku. Był pogrzeb no i proszono mnie żebym ja ten pogrzeb wziął. Wsiadłem do autokaru. Więc naprzeciwko mnie siedziała pani. Bardzo mi się przyglądała, nie wiedziałem o co jej chodzi. „Czy ksiądz Taszyński?” Ja mówię: ”Tak”. „Czy ksiądz miał brata Józefa?” Ja mówię: „Tak”. „A gdzie on jest?”. Ja mówię: „nie wiem, od Powstania nie mamy z nim kontaktu”. Ona mówi:”Ksiądz wie, że on miał się żenić?” Ja mówię:”Wiem, mama mówiła, że on miał się żenić przed Powstaniem, ale -mówię- nie ożenił się”. „To niech ksiądz wie, że ta z którą miał się żenić to jestem ja”. I mówi:”Proszę księdza, czy grób?” Ja mówię: ”nie mamy nic”. „To ja ci tylko tyle powiem- mówi- on był w Powstaniu na Mokotowie i ona była tam razem z nim. Jako no mówię w Powstaniu sanitariuszką czy kim nie wiem. Powstanie już upadło i mieli przejść kanałem w stronę starówki. A więc już jakaś tam grupa ich się zebrała. W którym to miejscu byli nie pytałem nawet. No więc do kanału zaczęli wchodzić powstańcy i gdy one miały wchodzić zaczęli strzelać Niemcy, one uciekły. A oni dobiegli do kanału i mówi: rzucili granaty. To – mówi – być może że on wtedy – on, nie tylko on ale – mówi- ta grupa powstańcza mogła tam zginąć. Bo żadnej wiadomości nie ma o nim, nic. Zresztą w ogóle ani o nim, ani o tych następnych dwóch nic nie ma. Także matka najbardziej przeżywała i to nas, mówię, tak bolało. Jak już byliśmy starszymi trochę, do szkoły chodziliśmy, do liceum zawsze był tzw. kaczorek- taki stołeczek, takie dwie dziurki ma w środku, zawsze brała, przygotowała dla nas posiłek, obiady i tak dalej, a sama szła przed bramę i siedziała, bo dzisiaj któryś wróci na pewno. No to wracali- z tego domu wrócił, tu wrócił, no nie doczekała się żadnego żeby wrócił. I dla nas to było takie trochę bardzo…- usiadła na tym stołeczku przed bramą i siedziała do wieczora, bo dzisiaj na pewno już któryś wróci.

Prowadzący: Dużo lat to było jak tak siedziała? Ile lat siedziała?

Ksiądz: No to było długo, parę miesięcy na pewno.