This is additional content area. Learn more
Ksiądz Ryszard Ptasiński: Mam jedno takie wspomnienie. Szedłem z kolegą na Radzymińskiej, Radzymińska chyba 2 to było, teraz już tego domu nie ma po tamtej stronie, piętrowy, tam były domy normalnie, teraz tam jest ta zrobiona prawda, wtedy tego nie było. I tam była cukiernia, prawda. Bo nie było wtedy tak jak dzisiaj że człowiek ciastko ma na co dzień. Ciastko to było z okazji. Ja na Pierwszą Komunię dostałem od mojej siostry mężatki pudło ciastek- to był najpiękniejszy prezent.
Prowadzący: A pamięta ksiądz jakie to były ciastka?
Ksiądz: Tak, to było coś w tym stylu i tu jakiś krem prawda. Tortowe, tortowe to było, placek pokrojony i te ciastka. Różnego rodzaju były ciastka. Ale te były na wystawach często. I tam na Radzymińskiej ta cukiernia która była po tamtej stronie ulicy- trzeba by tak zobaczyć wzrokowo ile mogla być- 2,4 Radzymińska ta cukiernia była. I staliśmy z kolegą, no to taki smarkacz jak tutaj jestem, nawet młodszy chyba byłem; staliśmy z kolegą i tak:”Józiek, które byś zjadł, które byś ciastko zjadł? „ A ja to”- tak przez szybę: „A ty które?”- „A ja to” „A które?”A ja to”. Myśmy tak palcem pokazywali nie wiedząc, że za nami stoi gestapowiec. Gdybyśmy wiedzieli, to byśmy uciekli, bo byśmy się bali, bo Niemca byśmy się bali. Przez rodziców było mówione, w rodzinie: „Pamiętaj, Niemiec-koniec”, nie? I ja z nim tak pokazywałem palcami, ten Niemiec stojąc za nami, obserwując, co my pokazujemy, wszedł do cukierni, tej pani która tam była kazał pudełka dwa wziąć i te ciastka które on pokazywał, Józiek kolega mój, palcem zapakować, to co ja pokazywałem zapakować, ta pani zapakowała, sznureczkiem zawiązać, wziął na dwa palce i woła nas przez szybę. „Ja tam nie pójdę- mówię- Józiek ty idź”. „Idź, jak cię będzie bił to ja będę krzyczał, nie?” (śmiech). Jeden na ulicy musi zostać”. Nie wiedzieliśmy po co nas woła. A Niemiec wołał po to, żeby bić, to było przekonanie ogólne. I w końcu on się skusił, Józiek, wszedł. I on wziął te ciastka dał mu, dal mu też na palec powiesił, jeden że to są jego, a to są dla mnie. I proszę wiedzieć że od tej chwili w tym dziecięcym umyśle jakby się powiedzmy przeinaczyło. Inaczej patrzyliśmy na Niemca. On dał nam ciastka, co ojciec i matka nie mogą dać, nie? On nam dał ciastka! Myśmy te ciastka wzięli. Już nie pamiętam czy się w domu przyznałem czy nie, chyba nie, bo by matka jeszcze lanie dała, że Niemiec ciastka mi daje, nie? To wiem że od tej chwili w umyśle nas- przynajmniej nas dwóch- to było że nie wszyscy są tacy niedobrzy. Oni nie tylko rozstrzeliwali, ciastka dają. (śmiech) . A wtedy ciastko było czymś, no bo nie było tak jak dzisiaj. Ciastko się jadło z jakiejś okazji- święta Bożego Narodzenia, Wielkanoc, a tak na co dzień to chleb z masłem czy ze smalcem albo nawet i sam.
