This is additional content area. Learn more
Ksiądz: Ci głuchoniemi – dlaczego mnie dawali adresy i to miasto – urząd mi dawał. Oni byli w całym tym rejonie. Ponieważ jak skończyłem ten kurs i uczyłem- tzn. miałem dla nich nabożeństwa, msze św na migi im odprawiałem, w niedzielę mieli zawsze zjeżdżali się i byli bardzo szczęśliwi. Oni byli tak przywiązani do mnie, że gdybym powiedział: „Słuchajcie, ten człowiek jest dla mnie niedobry”- mogliby go zabić. Bo dla mnie nikt nie mógł być niedobry, bo ja jestem dla nich dobry. Także były cudowne rzeczy. Mówię- ci ludzie byli tak wdzięczni, że jak ja po 6 latach szedłem na studia do Warszawy, to musiałem się z nimi pożegnać. I w którąś niedzielę mówię, że ja już odjeżdżam ale będzie inny ksiądz, który będzie z wami prowadził- no to wzięli mnie samochód zatrzymali, nie dali mi samochodu. No i ja żeby się ratować mówię: ”Słuchajcie nie, ja nie dzisiaj odjeżdżam, nie. Ale będzie tak, tylko kiedy to nie wiem.” No i wtedy pozwolili mi jechać do drugiego kościoła- bo tam były dwa kościoły, nie? A tak to nie- ty nie możesz odjechać, bo kto się nami zajmie? To dobre było, że pozwalali mi z różnych… po 20 km przyjeżdżali na mszę. Bo to wtedy głuchoniemy to był w stodole gdzieś tam spał, bo wstydzili się, że mają głuchoniemego, nie?
To nie to co dzisiaj – głuchoniemi mają pierwszeństwo. A to normalnie byli traktowani prawie jak zwierzęta. Stąd tak przyjeżdżali do mnie. Zbierało się tam 30 osób. Mam nawet zdjęcie z kilkoma – i tam oddałem do Dęba, bo wydają w Dębie z tamtych lat książkę i tam wysłałem. Gdzie oni czuli się że kimś są. I dlatego nawet żeniłem ich między sobą. To była cudowna praca.
