This is additional content area. Learn more
Aleksandra Sadokierska: Zatrzymują mnie, odbierają wszystko, co mam w kieszeni i zaczyna się przesłuchanie. Ten w koszuli jest już w mundurze. To komendant Nordwache, kapitan żandarmerii. On nie wie, że za rok już nie będzie żył, że zabiją go powstańcy. Przed nim leżą zapiski na kartkach, wyjęte z mojej kieszeni a na tych zapiskach leży też moja nieroztropność i głupota, bo poza zadaniami z matematyki, fizyki czy biologii, to zamknięta jest w notatkach i historia, której uczono nas na tajnych kompletach, a tam i Grunwald i powstanie wielkopolskie i napaść hitlerowców na Polskę i wiersze patriotyczne o miłości do ojczyzny. Słowem, walka z najeźdźcą niemieckim. Kapitan nie zna języka polskiego, więc wzywa Dolmetschera czyli tłumacza i karze mu powiedzieć co jest w tych zapiskach, bo resztę on już wie. Sprawdził gdzie ja mieszkam – na Targówku, a co ja robię w nocy, na ulicy Żelaznej, z drugiej strony Warszawy. To wystarcza. A do tego jeszcze dowie się co jest na kartkach, ale żandarm Dolmetscher, ten z sąsiedniego balkonu mówi, że to przede wszystkim zadania matematyczne i jakieś tam głupoty wierszowane o miłości do dziewczyny. Na tym kończy sie przesłuchanie. Kapitan podejmuje decyzję, w wyniku której zabierają mnie z jakąś kobietą też aresztowaną do osobowego samochodu. Sadzają nas na tylnym siedzeniu. W środku siada żandarm i jedziemy, ten żandarm z językiem polskim. Próbuję odezwać się do żandarma, bo przecież on mnie zna, z balkonu. Ale on wypowiada słowa: „Halts Maul” czyli stul pysk, milcz, więc milczę. Jedziemy. Dojechaliśmy do Arbeitsamtu, czyli urzędu pracy na ul. Kredytową. Odetchnąłem. To tylko wysyłka do Niemiec na roboty. Żandarm zabiera nas z sobą i prowadzi do jakiegoś pokoju, ale tam zostawia tylko tę kobietę. Mnie zabiera dalej. Kiedy już jesteśmy sami i idziemy po korytarzu, żandarm się pyta: „A co słychać u Bajbusa”? Mówiłem, że wszystko w porządku, jest na urlopie. Zatrzymujemy sie przed toaletą męską, a on bierze moje notatki dołączone do protokołu, wybiera niektóre, wręcza mi i mówi: „Weź to, idź do sracza, podrzyj to dokładnie i spuść wodę. Ja tu czekam”. Wszedłem do klozetu. Uczyniłem zadość jego radzie, spuściłem wodę. Nagle zobaczyłem, że okna w klozecie nie mają krat, a jest to na parterze, więc tylko wyskoczyć i w nogi, ale wtedy ten żandarm odpowie za moją ucieczkę, a on wie gdzie ja mieszkam, więc nie uciekłem. Żandarm powiedział mnie dokąd ma mnie dostarczyć. Był to straszny adres – Aleja Szucha, czyli główna siedziba Gestapo. Dziś mieści się tam ministerstwo oświaty, czy ministerstwo szkół wyższych, czy edukacji narodowej i muzeum (na al. Szucha 25 prócz muzeum – Mauzoleum Walki i Męczeństwa znajduje się Ministerstwo Edukacji Narodowej – przyp. A. S.). A żandarm do mnie mówi: ” Na Gestapo ciągle powtarzaj, to co mówiłeś na przesłuchaniu, u nas. A w samochodzie się do mnie nie odzywaj”. Wsadzają mnie w Gestapo w tak zwanym tramwaju. Były to takie salki z ławkami, gdzie się oczekiwało na przesłuchania. I czekam co będzie dalej. Po może godzinie, którą spędziłem w tym tramwaju, prowadzą mnie chyba na trzecie piętro. Czasem i dziś wchodzę na te podwórko ministerstwa i patrzę w okna, w którym to oknie, w którym to pokoju, byłem przesłuchiwany. Dostarczono mnie i protokół o mnie odpowiedniemu gestapowcowi siedzącemu w tym pokoju. Ten, spojrzawszy na mnie i w protokół o mnie, łamaną polszczyzną mówi: „Siadać. Ławka na korytarz i czekać na Dolmetscher”. A ja na to: Das ist moeglich, dass ich nicht brauchen einen Dolmetscher, to przetłumaczę- jest możliwe, że nie będę potrzebował tłumacza. Może powiedziałem to niepoprawnie, tak jak i on do mnie po polsku. A on na to: „Du sprichst Deutsch?” – czyli, czy mówisz po niemiecku? Odpowiedziałem: Ich spreche ein wenig Deutsch – mało, ale mówię. „A skąd ty znasz język niemiecki” (gestapowiec) Bo ja sie uczę języka niemieckiego. „A dlaczego ty się uczysz języka niemieckiego” dociekał gestapowiec. A ja na to, że jest taka przyczyna, bo jest to am schoenste Sprache in der Welt. Zacząłem się mu podlizywać, może to coś pomoże. A to język Goethego mówię. Ja właśnie czytam teraz „Fausta”. jestem na 23 stronie, ale nie wiem czy będę mógł dokończyć tę poezję. Gestapowiec bacznie się mnie przyglądał, zajrzał do protokołu, zadał mnie kilka pytań. Ja mu lepiej, gorzej po niemiecku odpowiadałem. Opowiadałem mu o tym, że to właśnie pilnowałem mieszkania, że moja siostra się boi złodziei i tak dalej i tak dalej. Powiedział, żebym poczekał na korytarzu, on niedługo kończy służbę i zobaczymy co dalej. A potem kiedy już wyszedł, zabrał mnie, wyprowadził z tego gmachu. Szliśmy w kierunku dzisiejszego Placu Unii Lubelskiej, bo tam była granica między dzielnicą niemiecką, a polską. W drodze powiedział mnie: „A wiesz, ja też czytam Goethego „Fausta”, ale ja jestem na 36 stronie”. Ja mu na to: Bo pan zna lepiej język niemiecki, więc szybciej pan czyta. Roześmiał się. Uznał to za dobry żart. I mówi: „Żebyś mógł dokończyć tego „Fausta” to ja cię wypuszczę na wolność, ale pamiętaj, że jeśli zobaczysz, że ktoś chce żeby Niemcy nie zwyciężyli na wszystkich frontach to przyjdź do mnie”. Ja doch, odpowiedziałem, a tak w duchu sobie dodałem A takiego wała szwabie! Ale byłem już wolny. To Bajbus spowodował, że żandarm pozwolił mnie na zniszczenie niebezpiecznych dla mnie notatek, bo gdyby stwierdzono jaka była ich treść, to i czytanie „Fausta” by nie pomogło, bo żandarm pewnie nie miał przyjaznego uczucia do mnie. On tylko lubił psy, więc lubił i Bajbusa.
