This is additional content area. Learn more
Maria Kozłowska: Ja handlowałam takim, taki błyszczyk, materiał się nazywał, wy to nie znacie. I ten błyszczyk materiał to był szał dla młodzieży, takie latem, na takie zwiewne kurteczki. To było takie badziewie – jak można nazwać badziewiem, ale to młodzież za tym się ubiegała. I ja miałam 50, to była o taka paczka to było (śmiech) 50 kurtek. Przyniosłam, miałam w budce otwieraną klapę, pod klapę wsadziłam, pół godziny – nie miałam towaru. Bo młodzież się do tego – czerwone, czarne, niebieskie, białe. Miałam całą gamę – trzy wywiesiłam, a wszystko było pod tym. A w sobotę najlepiej się handlowało, ponieważ już te łapiduchy tak zwane, tak jak ich nazwałam, nie przychodzili do nas na rewizję w sobotę. A my żeśmy wtedy wykorzystywali okazję i handlem się zajmowali, bo musieliśmy też zarobić i na to i na nich. O, jeszcze powiem pani taką rzecz – ja, swojego czasu szyłam takie kurteczki, kurteczki z kocy! Z kocy, które w komisach były, piękne koce, takie z długim włosem. To latałam po komisach – ja miałam takie niewyczerpane złoża myśli. Kupowałam w komisach te koce, one, ludzie przywozili, piloci przywozili, i wstawiali do komisów. To były piękne koce, takie narzuty na, na łóżka, takie dwa na ileś, to była narzuta. Oni przywozili to, wstawiali do komisów, a my lataliśmy, wykupowaliśmy to i szyliśmy kurteczki z tego. Takie króciutkie. Boże, jak to szło! Jak świeże bułeczki. Swego czasu nic na rynku nie było, więc wpadliśmy na pomysł szyć takie siatki, które w środku była folia, a na wierzchu był materiał. I ja wpadłam na to, żeby szyć i mojego męża zatrudniłam do tego, i on szył na Lwowskiej u swojego taty w piwnicy, i tam klepał, i szył przez rok, gdzie zarobił na tych siatkach na samochód. A to też się naraża, tylko że nie można było materiału dostać. U nas takie były budki inwalidzkie na bazarze, którzy inwalidzi prowadzili. I jeździli oni do fabryk i na zamówienie, ja ich znałam dobrze, oni mnie też znali, wiedzieli, że ja nie jestem ani taki tego, co tam gdzieś wina, bo to kratki wtedy groziły, więzień. I znałam takiego Miecia i nikomu nie załatwił, a mnie załatwił cały samochód materiału tak zwanej koronki. To była taka szary materiał i taki jasny, jasny nadruk jakby koronka na wierzchu. Cały samochód mi załatwił. Taki druk miała. I załatwił mi cały samochód. I…miałam takie dwie panie, które odbierały te siatki. Mój mąż szył, szył, szył – codziennie nie nadążał tego. Taka była bieda, że nawet na takie siatki… jest tam grosze to kosztowało, nie pamiętam ile. Ale przez rok czasu zarobiliśmy na samochód.
