This is additional content area. Learn more
Piotr Kucharczyk: Jeszcze taka sytuacja na ulicy Grochowskiej, nie pamiętam pod którym numerem to dokładnie było. Była prywatna firma robiąca cukierki. Lizaki, cukierki. I my do tej fabryki chodziliśmy. Staliśmy, z podstawówki z chłopakami, pod tym i widzieliśmy jak ten pan tą masą taką czerwoną, bo to takie lizaki był czerwone, czasem żółte i tą masę tak obrabiał. I my zawsze, pan mógłby dać nam troszeczkę na palec. A to było tak gorące, bo to płynne wręcz było, to każdy z nas ryzykował poparzenie palca żeby dostać kawałek takiej masy. Żeby pójść sobie i polizać. To takie klimaty były. To tutaj, takie klimaty Pragi. Kamionka tutaj.
