Piotr Kucharczyk: Na Mińskiej była drukarnia rewolucji październikowej. Tak się nazywało. Notabene w tej drukarni też pracowała moja babcia przez jakiś czas. I w latach osiemdziesiątych, jak byłem w podstawówce, bardzo modne było, gra w kapsle. Żeśmy kapsle zbierali i na… flagi były. I bardzo ciężko było zdobyć flagi. Większość z nas po prostu popsuła encyklopedie. Czyli wycinaliśmy flagi z encyklopedii. Wkładaliśmy na poduszki. Poduszki się z kapsla odwracało, wkładaliśmy flagę i na przykład braliśmy folijkę z cukierka, jak była kolorowa, czerwona i ten, to jeszcze taki kapsel był fajny. No i żeśmy grali w kapsle. Ale jak już żeśmy wszyscy, nie wiem, tam nas było ośmiu, dwunastu. W szkole, jeszcze przecież koledzy. Jak już wszyscy zniszczyliśmy encyklopedie, czyli wycięliśmy te flag, skąd brać te flagi? Ale w drukarni rewolucji październikowej drukowali, encyklopedie. No i żeśmy chodzili do panów, którzy tam.. strażnicy. No i staraliśmy się przekupić ich czymś, że damy czekoladę czy coś. Żeby nam taki arkusz flag wyniósł. No i jak ktoś dostał, miał dobry powiedzmy jakiś gift dla takiego pana, i ten pan dał, to był bogiem. Każdy chciał jedną, dwie flagi i ten. Na ulicy Grochowskiej była pasmanteria, chodziło się, był maść tygrysia. I jeden z kapsli nazywał się maściówka, czyli ta bardziej cienka część opakowania maści tygrysiej, to była maściówka. To był taki bardzo dobry kapsel, i żeśmy grali w te kapsle, i każdy chciał tą maściówkę, w cudzysłowie mówiąc, tak się mówiło – zdobyć.