Józef Makowski: Ja Panu powiem, jak znalazł się w naszym towarzystwie jakiś z tych doliniarzy, takich z tych cwaniaczków – nazwisk nie będę wymieniał, bo niektórzy z nich jeszcze żyją – to tylko uprzedzali kolegów: „uważaj bo cię skroi, uważaj bo cię skroi”. Skroi to wiemy co to znaczy. No to żeśmy się ostrzegali, ale tak na ogół, to w moim towarzystwie, to nie miałem też z takimi do czynienia. Byli cwaniaczki od strony Wincentego, od strony Radzymińskiej. Na przykład – nie wiem czy się nie narażę, bo to jeszcze może żyją – tak zwani Bracia Aniołki, wie Pan, Aniołkoszczaki, którzy za okupacji chodzili na gigant, głównie to na Węgry, na wagony, tam dwóch zginęło. Później tam Ceniu, później tam Bąbel, Ryniu, to z tych z Targówka. Natomiast od strony Radzymińskiej bracia Labesy na Smolińskiej 97, tam mieszkała moja ciocia i oni tam mieszkali nad ciocią na 1-szym piętrze. Natomiast jakieś 100 metrów od Radzymińskiej na Piotra Skargi była świetlica. I na tą świetlicę przychodzili, ale głównie ci kolesie ze strony Radzymińskiej. I – nazwiska nie pamiętam, bo nikt nie pamięta, bo to były ksywki – a wiem, że się nazywał Chopin. Nazywaliśmy go Chopin, bo pomimo że to był taki operusek i taki cwaniaczek, ale pięknie grał na pianinie i on nam bardzo często grał. Także ja i z jednymi i z drugimi, ja się spotkałem… zaprzyjaźniać się, że tak powiem, żeby wejść do tej kasty, to nic z tego, ale zarówno z jednymi, jak i z drugimi, i ci mnie szanowali i ci mnie szanowali, i jedni nie zrobili krzywdy i drudzy nie zrobili krzywdy.

Natomiast miałem taki jeden przypadek. To było zaraz po wyzwoleniu, bo wtedy, pamiętam, nie miałem jesionki, tylko chodziłem w płaszczu wojskowym, oficerskim. Ale guziki tylko były inne, no i pagonów nie było. Ale pas miałem. I chcieli mnie – te operusy z Wincentego – skroić ten pas, a ja nie miałem tego pasa opasanego tylko miałem tak zwinięty na czworo i w kieszeń. I oni chcieli zabrać tę kieszeń. A ponieważ, tak jak Panu mówię, nie byłem wielkim operusem, ale też nie dałem sobie, że tak powiem, nie wiem, palcem nigdy nie dałem sobie w kaszę dmuchać, także wie Pan, dostał w dziób i na tym się skończyło. I on mi się… znaczy chcieli mnie dorwać. To tak: wiedzieli, gdzie pracuję, wiedzieli, skąd wracam, o której wracam. No to jak dowiedziałem się, że się na mnie szykują, to drudzy z kolei koledzy mnie uprzedzili. To już ja nie wracałem od Wincentego, tylko szedłem właśnie zamiast… tam Smoleńską, albo przystanek dalej jechałem Tykocińską i wychodziłem sobie na Piotra Skargi, ale z drugiej strony. Oni mnie nigdy nie przyłapali, nigdy im się nie udało. A jak ja któregoś z nich złapałem, to mówię: „powiedz tam Bolkowi czy Jurkowi, że jak jeszcze raz będą na mnie polowali to im nosy poprzetrącam”. Bo samemu jeden na jednego to się nie bałem, ale jak ich było trzech, czterech, to wie Pan. Na przykład taki powiem Panu przypadek. Z balu maturalnego wracam, to jest gdzieś 2-ga nad ranem, może 3-cia. I ten kolega zastawił mnie, ale to tak ciekawie wyglądało, że tak: ja wysiadam z tramwaju i idę, i tak: przede mną idzie jeden, za mną idzie drugi, a po drugiej stronie Piotra Skargi idzie trzeci. W trzech. I ja idę tutaj i ten się zatrzymał to i ja się zatrzymałem. To i ten się zatrzymał i ten. I mówi: „Maks, pękasz?” – bo to Makowski, to miałem swoją ksywkę na Targówku „Maks”. Ja mówię: „nie”. A miałem scyzoryk, taki nosiłem zawsze scyzoryk i tym scyzorykiem tak pykałem i mówię: „dwóch pierwszych to załatwię, chyba że trzeci jak będzie bystry to mnie załatwi”. To tak ze 3 razy zatrzymywaliśmy się pod tymi latarniami. Ten się zatrzymał, to i ja się zatrzymałem, ten się zatrzymał – i to tak, wie Pan, 10-15 metrów przede mną. Doszedłem prawie do domu, zatrzymałem się i ten się zatrzymał. I w końcu poszedłem do domu i oni mnie odpuścili, nie atakowali mnie we 3-ech. Na drugi dzień wychodzę z domu, Piotra Skargi idę do Wincentego, tam przy przystanku tramwajowym to była taka budka zielona z piwem i oni tam stali pod tym piwem. No przecież znałem ich, bo przecież parę godzin temu ich widziałem nad ranem. „Siemasz Maks, siemasz Maks”. Rozeszło się.