This is additional content area. Learn more
Andrzej Radźko: Tramwaje były wtedy przepełnione, a nawet jeśli nie były przepełnione, to wielu pasażerów zwłaszcza w moim wieku chciało uniknąć spotkania z konduktorem nie chcąc płacić za przejazd. W rezultacie prawie stale jeździło się albo na cycku, czyli cycu, albo na rączkach. Jazda na cycku, znaczy na cycu polegała na tym, że stawało się nogami na, z tyłu przyczepnego wagonu na zderzaku, trzymając się wystającego takiego elementu ze ściany wagonu. Rzeczywiście ten występ był, był podobny… był podobny do cycka i dlatego tak to nazywano. „Jedziesz na cycku?! Jedziesz na cycu?”. Ja dwa 2 razy, 3 razy w życiu jechałem na cycku, nie wiem, nie lubiłem tej jazdy, natomiast byłem zdecydowanym amatorem jazdy na rączkach. I myślę, że 50 a może 100 razy w życiu jechałem na rączkach. Wagony starego typu nie miały zamykanych drzwi wejściowych, na stałe były one w ogóle otwarte (…) z zewnątrz były stopnie i przy tych stopniach były poręcze. I wobec tego stawało się na stopniu trzymając się poręczy i się jechało. Na takim stopniu nawet mogło się, bardzo się ścieśniwszy, mogło się zmieścić 5 chłopaków. Zwykle ze 2-3 nas tam było. To jest zupełnie bezpieczna jazda. Natomiast trzeba uważać o jedno, mianowicie, żeby głową nie walnąć o słup. Po drodze są słupy cały czas podtrzymujące sieć i co chwila mijamy jakiś słup, to tu trzeba uważać. No i spokojnie trzymamy się rączki, po drodze jest przystanek przy komisariacie to znaczy między placem Szembeka a Czapelską. Jak jest przystanek, to żeby odpoczęły ręce na chwilę zawsze schodzimy sobie, na ziemię stoimy, ding tramwaj rusza, siadamy… nie siadamy, chwytamy się poręczy, stajemy znowu na stopień i jedziemy dalej. Zaraz, teraz coś takiego do opowiedzenia. Dzisiaj mnie samemu to się wydaje to co powiem niewiarygodne, to tym bardziej pani, ale tak było. Mianowicie – w… począwszy od wiosny 49 blisko bardzo, właściwie prawie tuż obok tego, siedziby tego naszego liceum była pętla tramwajowa na Wiatracznej. Tam powstała budka z piwem. Duża przerwa po 3 lekcji, duża przerwa trwa 15, a może nawet wtedy trwała 20 minut… przynajmniej 15, po 3 lekcji. Co najmniej połowa naszej klasy szła na piwo. Szła na piwo, piwo mogło być – małe jasne, małe ciemne, małe mieszane, duże jasne, duże ciemne, duże mieszane. Takie możliwości, było to piwo z beczki, piwo z beczki. Znaczy z dwóch beczek – tu było piwo ciemne, tu było piwo jasne, kufle. I to musiało być niedrogie. To musiało być niedrogie, bo mnie było stać. I w rezultacie prawie każdego dnia, biegliśmy do budki z piwem no i raczyliśmy się piwem wszyscy tam. I nikt nie robił o to kwestii.
