This is additional content area. Learn more
Andrzej Kutrzebski: No z osób takich się spotykanych, spotykanych na Pradze, to nie wiem czy mówiłem, był taki pan Konstanty, mówiłem? Był taki niski se pan, bardzo niski, chodził w za długich spodniach spuszczonych w takie jakieś buty. Marynarkę, jak u przeciętnego mężczyzny, to mu do kolan będzie sięgała. Miał duże minusowe okulary, znaczy takie mocne minusy. No i żona, wyższa od niego. I można powiedzieć, że to była wzrok, jak to powiedział Wiech: „Wzrok spuszczony, stojąca przy nim nieruchomo, jak się ją nie popchnęło to się nie ruszyła. To była taki milczący towarzysz. On filozof, filozofował, rozmowy jakie prowadził w tramwaju. On chyba zawsze jeździł na gapę i go się nikt nie czepiał z tego powodu. To chyba był pan Konstanty. Mówili o nim, że ma duży księgozbiór. A żył z tego, z czego? Ze sprzedaży butelek, różnych, prawda, zbierał na śmietnikach stąd pewnie go sporej wielkości buty, bo po prostu innych nie było, ta marynarka, która mu poniżej kolan sięgała. Czapa taka zimą, „zebrał”, taki właśnie z kosturem jeszcze takim chodził. Jeszcze był takim hebefrenikiem przypuszczam, to jest taki rodzaj choroby psychicznej, ale nie wiem na pewno. Ja go pamiętam jeszcze jak był młodym chłopakiem to tu chodził po Targowej. Chłopak wesołek taki, więc różne rzeczy robił. Sprzedawał na przykład, próbował sprzedawać gazety. No to wziął tych gazet, poszedł, wsiadł do tramwaju i zaczął wykrzykiwać: „Ekspres Wieczorny! Życie Warszawy! Przekrój! Przyjaciółka! Zaraz a co to ja jeszcze mam? Cały czas to na głos było, przegląda te gazety, wylicza, znowu zaczyna od początku, znowu mu się pogubiły, znowu zaczyna (śmiech) Tak no kiedyś go widziałem przy, na, w Alejach Jerozolimskich wyskoczył z tramwaju. Jakieś dwie dziewczyny, jedna pokrzykiwała, drugą ją tam ciągnęła za frak, mówiła: Uspokój się, uspokój się. Więc przypuszczalnie przypuszczam, że on pocałował jedną z nich, bo się strasznie cieszył jak wyskoczyła ta druga, mówi: Uspokój się, nie widzisz, że głupi? Kiedyś też jechałem tramwajem do domu już z Marszałkowskiej ktoś głośno tak peroruje na na tam pomoście. On też głośno opowiadał, więc patrzę, słyszę, przeszedłem się i poznałem, że to ten. Patrzę, a on tam komuś opowiada, że on właśnie gdzieś tam był u Niemca w jakiejś tam gdzieś zarobił 2 marki, więc poszedł na karuzelę. Tam jeszcze różne rzeczy opowiadał, ale tak właśnie zakończył, że poszedł na karuzelę: I się kręciłem, kręciłem, kręciłem, kręciłem, kręciłem, kręciłem. Tak chyba z cały przystanek on się tak kręcił i w końcu przerwał i mówi: Aż mi się głowie pokręciło i teraz mam hysia. No oczywiście powszechną wesołość to wywołało u wszystkich. Później jak był trochę starszy to on się przebierał. Widziałem go kiedyś jak były jeszcze wojny w Korei, w Wietnamie i były takie zdjęcia amerykańskich „Marines” no to on się ubrał za takiego Marines, widziałem go na Nowym Świecie wtedy. Innym razem go widzę, że coś, idę Nowym Światem coś dzwoni za mną na chodniku. Patrzę, a on idzie jakoś cudacznie ubrany, tutaj ma na kapeluszu czy na czymś taki drut z dzwonkiem idzie i dzwoni, cieszcy się, że go wszyscy podziwiają. Na Palcu Konstytucji go widziałem przebranego za carskiego jakiegoś gienierała w sznelu długim, w takiej czapce z brodą już długą. Już starszy był trochę więc brodę miał, takie ordery miał przyczepione no tak jak to na starych fotografiach można zobaczyć starego takiego generała, to on właśnie takiego. Ogólnie był nieszkodliwy tylko po prostu taki wesoły.
