This is additional content area. Learn more
Danuta Kownacka: Myśmy także miały komplety. Niby te komplety były półjawne, bo już bolszewicy byli tu i mogliśmy powiedzieć, że my robimy drugą licealną. Ale było szalone ryzyko dostania się na te komplety. Ja na przykład miałam komplety u takiej koleżanki Chojnackiej na ulicy Radzymińskiej, właściwie na takiej małej uliczce odchodzącej od ulicy Radzymińskiej. Przejście było dość proste, bo ja musiałam ze Strzeleckiej przejść Szwedzką i przez tory kolejowe na tamtą uliczkę i wychodziłam prawie na Radzymińską. Ale, ale na torach kolejowych wileńskiego, tego traktu kolejowego wjechały eszelony, całe wagony i całe zespoły wagonów radzieckich. Oni siedzieli na tych wagonach, grali na harmoszce, śpiewali i strzelali. A do nich, wiedząc o tym, że tu są tory i że stoją te wagony radzieckie, strzelali Niemcy z Pragi, z Warszawy. Powstania już nie było, bo powstanie zostało zlikwidowane, jak wiesz po 52 dniach już w Warszawie, ale wszystkie domy były popalone, ale te wszystkie ruiny miasta zostały obsadzone przez Niemców. I oni z różnych dział wielkich strzelali do bolszewików. Trafiali albo nie. No i trafiali bardzo różnie, trafili na przykład w dom na Strzeleckiej i tam był taki wielki drugi dom w dół, taka wielka, a w 39 ten dom też był trafiony przez bombę niemiecką, która wysadziła jedną kondygnację całą od góry do dołu, a ja spałam na dole. I mnie podmuch wyrzucił do czyjegoś mieszkania, bo to był niewypał. Gdyby był wypał, to mnie by już tu nie było. Więc ten dom był jakoś obstrzeliwany na Strzeleckiej, bo obstrzał szedł takimi ulicami jak 11 listopada i tory kolejowe dworca Wileńskiego. A na tym dworcu Wileńskim właśnie siedziała ta cała armia radziecka. I teraz ja musiałam przejść, tam były, cała ziemia była usiana szkłem, dlatego że na Szwedzkiej była fabryka mydła Szychta i tam wyrabiano NIVEE. I jak przyszli bolszewicy, to naturalnie wszystko rabowali, co się dało. Wobec tego te pudełka po NIVEI, które do niczego nie były potrzebne, wywalili na te tory. I tam się aż błyszczało od tych kawałków szkła. Trzeba było przez to wszystko przejść, nie być zaczepioną przez bolszewika i nie być postrzeloną przez Niemców. Rozumiesz? Na rogu Szwedzkiej była kaplica księży Marianów. Tam była figura Matki Boskiej z Lourdes. I ja nie byłam specjalnie praktykująca, ale wchodziłam do tej kaplicy, klękałam i bardzo gorąco się modliłam. Matko Boska, niech nie dostanę dziś dwójki, a po drugie niech mnie nie postrzelą . W tej kolejności, rozumiesz? Takie paradoksalne, śmieszne było to, dziecięce i młodzieńcze. A potem szusowałam przez te tory aż na drugą stronę, tam na w kierunku Radzymińskiej. Powrót równie był ciekawy, prawda, tak samo musiałam przelecieć przez to. No ale nie mogłam nie pójść na to, bo nie mogłam, bo ja chciałam maturę zrobić.
