This is additional content area. Learn more
Alicja Stachecka-Śliwińska: W szkole powszechnej jak było drugie śniadanie, była wyznaczona godzina. Duża przerwa była na śniadanie i była taka stołówka przy kuchni. To te biedne dzieci, takie biedniejsze, to dochodziły do takiego okienka i dostawały w takim blaszanym kubku, pamiętam, kubek gorącego mleka i pajdę chleba. Świeży chleb, ale nie smarowany niczym. Natomiast te zamożniejsze to była stołówka taka, taki bufecik był, jakby kawiarenka taka i tam wiem, że niektóre dziewczynki miały opłaconą herbatkę, i pani podawała im herbatę, i one tam miały swoje śniadanko czy jak. A ja miałam herbatę, przynosiłam sobie w buteleczce i tak dużo dziewczynek i kolegów też. I śniadanie swoje w tornistrze, tylko trzeba było mieć serwetkę białą i zawsze w czasie dużej przerwy wszyscy kładli sobie serwetki. Wyjmowali swoje śniadanka. Myśmy w klasie jedli, inni jedli tam w tej kawiarence, a jeszcze inne dzieciaki brały ten kubek gorącego mleka i pajdę chleba, i przychodzili do klasy, czy do tej kawiarenki. Ale jakoś nie wiem, dzieci chyba nie przeżywały tego, tej różnicy. Mnie się wydaje że nie.
