This is additional content area. Learn more
UWAGA: Ten epizod możesz także znaleźć na naszym kanale na YT
Andrzej Marciniak: Charakternym człowiekiem był mój tata, świętej pamięci…jeden i drugi dziadek, których niestety nie miałem przyjemności poznać, z uwagi na to, że jeden został zamordowany przez okupanta, czyli hitlerowców, i drugi też. Tylko jeden, bohater z armii Hallera, który walczył we Francji, zginął niejako za rodzinę, bo nie chciał, żeby rodzina zamarzła. Rosjanie rzucili bombę na Ziemowita i wypadły wszystkie szyby z kamienicy. Dziadek – ponieważ walczył, tak jak wspomniałem, w armii Hallera – znał perfekt! – w mowie, w piśmie – kilka języków, między innymi niemiecki i francuski. I proszę sobie wyobrazić, że zagadnął do policjanta, Bahnschutza kolejowego, w ten sposób że: mówi do niego… zatrzymany, Niemiec zadał mu pytanie: skąd, dlaczego tę szybę niesie i w jakim celu. No to powiedział, że, no, tu był u kolegi, ponieważ stało się tak, jak się stało, nie ma szyb i nie chce, żeby mu dzieci zamarzły. A dzieci miał wówczas siedmioro. No to ten… sześcioro! No to ten Bahnschutz kolejowy: „Okej!”, mówi, „no to skoro już tak dbasz o tę rodzinę”, to tak po niemiecku, mówi: „ale ja ci”, mówi, „muszę cię zapytać”, mówi, „a masz jakiś dokument na to, że tę szybę kupiłeś w jakiś sposób?”, i tak dalej. No wiadomą rzeczą było, że, no, nie! No bo skąd? Czasy takie, a nie inne. No to, niewiele się namyślając, nie konsultował tego z nikim, miał psa olbrzymiego i mówi do niego: „słuchaj, to ja cię w takim razie…” Bo dziadka koledzy stali, bo zawsze oni byli… z organizacji AK… to był taki porządek, naprawdę, super ludzie… że jeden za drugim po prostu chodził i pilnowali się nawzajem. Niekoniecznie dlatego, żeby go sprawdzić, czy on jest lojalny wobec tej organizacji, i tak dalej, niemniej jednak chodziło o co? – żeby zachować maksimum bezpieczeństwa dla tych ludzi, bo to byli ludzie wartościowi! Ludzie, którzy naprawdę walczyli za ojczyznę, i tak dalej. No i niestety, bandyta niemiecki powiedział do niego, że: „za to, że nie masz tego dokumentu, czyli ukradłeś, jesteś przestępcą i cię skazuję na śmierć!” Zastrzelił Dziadka z zimną krwią! Ojca siedmiorga dzieci!
O dziadku opowiedziałem, a drugi dziadek, Marciniak, dla mnie bohater. Był cieślą. Gdzieś tam, powiedzmy, urodził się, chyba, na Podlasiu, ale przybył tu do Warszawy, słuchajcie, i był na tyle zdolnym człowiekiem, jak to ludzie ze wschodu – mam na myśli wschód Polski – na tyle był zdolny, że został cieślą. Cieślą, i tam pomalutku doszedł do majstra, jakiegoś tam, prawda, nadzorującego budowę… budowę Mostu Kierbedzia! Mój dziadek, Karol Marciniak, budował Most Kierbedzia! Ja mówię nieraz, wśród ludzi, których, na przykład, spotykam gdzieś nad morzem, gdzieś tam, gdzieś tam, i mówię: „no, Most Kierbedzia…”, „Kierbedzia?! Co to za most? To w Polsce?”, pytają, „no, tak. W stolicy”. No ale mój dziadek właśnie budował ten Most Kierbedzia i w czasie… w czasie działań wojennych… bo… okupacja… właśnie przy ulicy Dziewanny był wychodek. Była kamienica, nie było toalet – teraz to jest po prostu bajka – był wychodek. I wychodek miał nieduże takie, powiedzmy, wymiary, natomiast było kilka kabin… no, pamiętam doskonale ten wychodek. No i sufit w tym wychodku był drewniany… i prześwit taki, znaczy taka dylatacja, jak ja to nazywam – przestrzeń, w której tam było jakieś ocieplenie, kotki sobie tam spały. I dziadek wpadł na genialny pomysł, że jak będzie łapanka – a była często – zerwał ten sufit wewnątrz, w tym wychodku, i zrobił schowek na 9-ciu ludzi. Dorosłych mężczyzn! Bo takich wybierali gestapowcy, bandyci. No i proszę sobie wyobrazić, że wybudował ten schowek, zakończył ukryte takie wejście do niego, i tak dalej… i trzeba było takiego… niefart miał po prostu, bo on by… on by przeżył to wszystko. Niefart miał do tego stopnia, że był zajęty w domu czymś tam, prawda i krzyczą ludzie: „łapanka, łapanka!”, to ci mężczyźni – nura tam do tego schowka. No i schowało się kilkudziesię…. kilku tam tych, sąsiadów, dziadek dopadł tam jako ostatni, a oni mówią: „Wypierdalaj, nie ma dla ciebie miejsca!”. A on mówi: „Jak to nie ma dla mnie miejsca?!” I tam jednego usiłował… ale się przykuł jeden do drugiego i dziadek odpuścił, oni się zamknęli. Dziadek uciekł, po drugiej stronie Ziemowita, tu gdzie jest kościół zaraz… tak po prawej, patrząc w stronę kościoła, od strony Dziewanny. Uciekł w zboże. Rosło zboże. No i proszę sobie wyobrazić, że w tym zbożu siedzi… Niemcy, jak oszalali, biegają tam, łapią każdego napotkanego faceta, młodzież, czy małolata. A dziadek siedzi. Niemiec stanął, patrzy na to zboże i tak się zastanawia… „pewnie tam się ukryli”, nie. No i serię puścił po tym zbożu, ale nikogo jakoś tak nie trafił. Zaczyna kwilić dziecko, od dziadka jakieś 20 metrów. Płacze. Matka przytula to dziecko, zakrywa mu buzię i nie wie co robić. A Niemiec słyszy to kwilenie. Tylko nie był przekonany co i jak, nie? A ta kobieta widzi tego mojego dziadka, Karola, i błagającym wzrokiem mówi mu, że ona chce przeżyć z tym dzieckiem, że ona chce dalej żyć, że… to… nie chciałaby zginąć. Co robi Karol Marciniak? Wstaje i wychodzi do bandyty. Bandyta pakuje go na pakie, odpuszcza kobiecie, nie wiedząc nawet o jej istnieniu. No i wywożą dziadka Karola do Oświęcimia i tam go zgładzili. Nie ma grobu mój dziadek. Nie ma, po prostu nie ma, no takie były czasy, przysłali jakieś tam dokumenty Niemcy, że po prostu został zgładzony, nie. No i drugiego dziadka też mnie pozbawili. Wracając do mojego dziadka Marciniaka – charakternym człowiekiem on był, a dlaczego jego sąsiedzi, których ura… zostali… uratowali się dzięki mojemu dziadkowi, nie byli charakterni w tym momencie. Nie stać ich było na to, żeby być człowiekiem, mężczyzną! Prawdziwy mężczyzna by tak nie postąpił, jakby wiedział, że to ten gość, który prosi i krzyczy „wypierdalać tam, bo ja chcę wejść!”… miejsce by się znalazło. Ja bynajmniej bym tak zrobił. Jakbym znalazł się w takiej pozycji… wypadki są na ulicy, no, znajdujesz się w pewnym momencie w miejscu i czasie nieodpowiednim i giniesz! Albo jesteś inwalidą.
