This is additional content area. Learn more
Wanda Szymańska: Przygodę z dziadkiem może powiem. Dziadek był takim wesołym mężczyzną, no który zawsze po pracy lubił sobie wypić setkę. Nie, nie był alkoholikiem, ani nic, to było tak raz w tygodniu czy coś. A ja, ponieważ babcia zamykała w kredensie tę ćwiarteczkę dziadka, no to ja z fartuszka babci, przytulając się do niej, prawda, wyciągałam ten kluczyk, nosiłam dziadkowi te, te te do łazienki, dziadek tam wypił jakąś ilość, dolewał wody, prawda, stawiało się, ja znowu przytulałam się do babci, oddając klucz. I któregoś dnia przyszła do babci jacyś znajomi, babcia wystawia tą buteleczkę, prawda, a tam woda. I dziadek mówi: „no Józia…!” – do mojej babci, bo była Józefa, „wyparowało, źle dokręciłaś no”, – „no może ty i masz rację Michaś, może i masz…”. Ja to pamiętam bardziej lata te dziecięce niż teraz. No a, no i było fajnie, jakoś dziadkowi się to upiekało do pewnego czasu, kiedy…, kiedy babcia mnie nakryła. „cóż ty tam niesiesz?” a no… „Co ty niesiesz, pokaż”. No i niestety, sprawa się wydała, to by było na tyle. A jeszcze pamiętam przepiękne spacery z dziadkiem po Parku Praskim, ja latałam, szczęśliwa cała. Pewnie, że chodziłam do zoo, no i właśnie też z dziadkiem. Dziadek po prostu był tą duszą, był osobą, która, której ja mogłam…, powiedziałam wszystko, mimo że był mężczyzną, że tam, leciałam z tym dziadkiem do wszystkiego. Dziadek był dla mnie jakimś autorytetem, może zastępował ojca, był osobą, która nigdy nie powiedziała mi „nie”. No i powiem panu, że to był człowiek bardzo odpowiedzialny, bo kiedyś koleje, wie pan, jeździły szybciej niż teraz – dziadek był kolejarzem. Dziadek umarł jak miałam 10 lat i wtedy skończyły się moje wesołe przygody.
