Wanda Szymańska: Uwielbiam Pragę, Praga dla mnie jest…, ja nie umiem mieszkać gdzie indziej. Nawet jak gdzieś wyjeżdżam, to z każdej, z każdego miejsca wracam tu. I tu się czuję u siebie, tak normalnie u siebie, po ludzku, wie pan, idę sobie Targową, jest mi dobrze. Proszę pana i Praga, no ja po prostu nie znam innych dzielnic, gdziekolwiek jadę, bo mam jakąkolwiek sprawę do załatwienia, cokolwiek to z przyjemnością jak wjeżdżam za Wisłę, już na Pragę, to jestem u siebie. Pamiętam, że zawsze, czy tu, czy tam jak byłam z babcią, zawsze na święta była bardzo duża choinka. No i na temat choinki też coś mogę powiedzieć, dlatego że kiedyś były świeczki zwykłe, takie zwykłe, no normalne świeczki, takie tylko malutkie, w takich lichtarzykach i się przypinało do. I któregoś dnia, no przecież ja gówniara, jeszcze był taki anielski włos, taki, wie pan, długi, biały. No i te ozdoby to się robiło samemu, takie łańcuchy, wie pan, z papierów kolorowych wycinało, no i tak sobie chciałam podpalić…, i tak sobie spaliłam choinkę, jakieś tam etażerkę babci, prawda, firanki, no jakoś to wyrzucili przez balkon ale… No i tak. Aha! jeszcze coś mi się przypomniało. Proszę pana, gdy miałam lat 14, no to zaczęłam, na koloniach, prawda, w Mrzeżynie, sama wzięłam, zaczęłam palić. No i jak zaczęłam palić to byłam już dorosła. No i przyjechałam z tym do domu, no i wie pan, z tych pieniędzy na te, na tę tacę to kupowałam sobie „Klubowe”, tam 4,40 kosztowały. I… no gdzieś to palić prawda. No to do piwnicy, no a gdzie to, no przecież nikt nie mógł tego widzieć, prawda. A w piwnicy były takie, wie pan, nie było ścian, tylko były takie deski. No i sąsiad miał naprzeciwko Osę, taki skuter, tam jakieś benzyny, coś tam, takie tego… no i ktoś schodził, no i to się rzuciło, prawda i się zapaliło się wszystko, prawda tam… i ta Osa, i te, i te tam jakieś tam, wszystko mu się tam spaliło. To nie, nie ja sama, nas trzy było. Nie wiem, coś żeśmy podpaliły, w każdym razie żeśmy uciekły. Proszę pana, jakiś piroman chyba jestem. A na, w każdym razie, proszę pana, babcia mnie wzięła, bardzo poważnie, na górę, no bo przecież musieli koszty zwrócić, nie? Pobolała to fakt, nie mocno ale zawsze, no to żeśmy się przeniosły pod trzepak, z tymi papierosami. No i pod tym trzepakiem, proszę pana, odpalamy się solidnie, bo przecież no, dorosłe jesteśmy, nie. No i tam babci zawsze mówi: ” Pani Józefo, pani wnuczka pali papierosy”. No i tak jej mówią, nie, no bo wszyscy widzieli tylko nie babcia. No to babcia mnie wzięła na rozmowę i „Hanka, – mówi, jak na ciebie nie ma już rady, mówi, podpaliłaś piwnicę, palisz, wszyscy widzą dookoła to pal w domu”. Ooo… i się zaczęło, proszę pana. Zaczęły mnie odwiedzać koleżanki żeby zobaczyć jak ja mam dobrze, nie. I jeszcze jedno, była płatna plaża nad Wisłą, gdzie można było się w tej Wiśle kąpać. Proszę mi wierzyć, żadnych tam sensacji po tym nie było. Ale ja miałam sensację, jeśli mogę powiedzieć. Bo, pan sobie wyobrazi, że no był już, był normalne, paliłam papierosy, nie. Wyszłam, rozebrałam się, wie pan, poszłam sobie tam. Nikt niczego nie kradł, można było zostawić spokojnie też, takie czasy były, proszę pana. No i widocznie musiałam rzucić na sukienkę papierosa, bo mi się wypaliło takie o…

Prowadzący: Trzeci pożar…

W.S.: To nie pożar! To tylko sukieneczka proszę pana! Ale takie te, i babcia mi ją kupiła, była jakaś śliczna, wie pan, takie jakieś i to widocznie jakiś syntetyk był, wie pan, coś takiego. No w każdym razie, wracałam do domu elegancko. Ale mogę coś powiedzieć na temat mojego uczczenia mojej osiemnastki. Ponieważ myśmy z tą Banką Dąbrowską takie zaprzyjaźnione były…to, proszę pana, chciałyśmy, no, dorosłe, nie? No to żeśmy weszły do sklepu, kupiłyśmy taki miód trójniak, w takim wie pan, no takim słomkowym koszyczku i do tego paczkę śledzi. I na Namysłowskiej, teraz są bloki ale przedtem to była taka górka, no i na tej górce otworzyliśmy tam, no wiedzieliśmy, że do alkoholu musza być śledzie, nie? Muszą. No to, żeśmy otworzyły sobie tam jakoś to wino, ten miód pitny.

P: Ten miód słodki i z tymi słonymi śledziami…

W.S.: Proszę pana… to jeszcze nic. No ale to jak ci dorośli mogą to pić? Jak to takie…, wie pan, tu to, śledziem się zagryzło, a to kiedyś były takie korzenne, solidne, wie pan. Nie powiem panu, torsje miałyśmy takie, że hohohoho, a potem to żeśmy patrzyły na każdego, kto pije alkohol jak na jakiegoś desperata. Po jakimś czasie dopiero się dowiedziałam, że to idzie do tego, a tamto idzie do tego. Ale alkohol mi się kojarzył ze śledziem, proszę pana, więc do wszystkiego, żeby było kulturalnie musiał być śledź, no.