This is additional content area. Learn more
Eleonora Strzeszewska: Sercem mojej Pragi jest Bazylika. Na Kawęczyńskiej. Tam chodzę do kościółka, chodzę w każdą niedzielę. Kocham swój kościółek, nigdzie nie zmieniam. Najpiękniejszy! Serce Pragi – bazylika, tak można mówić. Takie sztuczne serce. Teraz ten bazar Różyckiego! Teraz padł, sklapciał. Tam potrafiłam kupi całego flaka, dużego, tam z 5 kilo czy ile tam to ważyło… przyniosłam do domu, oczyściłam… gar duży, 30 litrowy, no fakt, byłby niepełen… zrobiłam, gości zaprosiłam. Przyjeżdżali do mnie goście, rodzina często, bo mieszkaliśmy przy dworcu wschodnim, z pociągu w jedną stronę, w drugą stronę, we wszystkich kierunkach mieli do nas zawsze blisko. A mąż był gościnny, bo drugi by pogonił, bo to za dużo było! To dla mnie było… bo ja lubię zarządzać, lubię gościć, nie liczę grosza! Mąż lubiał się pogościć, wódka była w domu, zawsze, kupiona, stała w barku. Mąż nie musiał chodzić, kumpli szukać. Zawsze przyjechali do domu, wypił z rodziną i lubiał wypić, lubiał. Ale takie stworzyłam warunki, że trzymał się domu i żyło nam się dobrze. U nas wódka zawsze stała. Zawsze stała, chciał, galaretkę zrobiłam, w niedzielę: „Chce zjeść galaretki. No zrobiona?” – „No tak” – „A kieliszeczka byś mnie dała?” – ” No wypij!” – ” A drugiego mogę?” – „Wypij. Tylko żebyś mi się po kumplach nie szwendał…” O! Wódka stała. Tylko sam nie, nie… on lubiał w towarzystwie. On lubiał w towarzystwie…
Prowadzący: Czyli to taki był dom otwarty, ciągle ktoś był.
E.S.: Tak! O! Proszę pana! Wydeptali mi trzy dywany! Tyle narodu było! Przecież ja w pokoju to już mam… raz… dwa… chyba czwarty dywan! No to tak! Jak przyjeżdżali, to dobrze powiedziałam – wydeptali trzy dywany. Tak. Tyle ludzi się przewaliło. To były dni… siedem ludzi jednego mogło być, osób obcych, był dzień, że pięć, był dzień że trzy, był dzień że dwa, jeden – to już codziennie musiało być : dwa- jeden. Przyjeżdżali po zakupy z poza Warszawy. Nigdzie nie mogli kupić. Tu przyjeżdżali z wielkimi torbami. Robili zakupy, u mnie przepakowanie, rozładowanie tego i deptanie, i ode mnie się często do pociągu odprowadzało, bo mieli ciężko. Umiem, umiem ugotować, bo lubię gotować! Jak się lubi, to się coś lubi… flaczki to był moja specjalność, pasztecik – niebo w gębie! Tort, proszę pana, w najlepszej warszawskiej cukierni takiego nie zrobią tortu jak ja! Na pewno. I u Bliklego takiego nie zrobią. Bo wszystkie te cukiernie, to tak robią żeby zarobić dużo, a ja nie! Ja taki dobry robię torcik, że proszę pana, niebo w gębie. Proszę pana, kto próbował to może to zaświadczyć, że moje torciki, niebo w gębie! Tylko jest jedna taka wada, że po moim torcie kierowca nie może wsiadać do samochodu. Po jednym piwku potrafią złapać, a jakby taki torcik zjadł… by się przysięgał kierowca, nie uwierzyliby! Że on nie pił. Spirytusku się nie żałuje… Jak zrobię tort 3 kilo, 3 i pół kilo, przenoszę go na nożu na rękę, to aż mi się buja, bo to jest tak nasączony! Dopiero go obsypuję w koło, ubieram wierzch i teraz są gotowe te rzeczy, bo jak kiedyś nie było, to ja robiłam. I gruszki do przybioru i skórkę robię, andżelikę robię – tę zieloną trawkę, mój brat cukiernik mnie nauczył. Jak na wesele zrobiłam do syna 8 tortów, to kucharce oczy stanęły! I musiała spróbować, bo teściowa mnie mówiła, że musiała spróbować. Powiedziała: „Nic mnie nie obchodzi, tortu pół musimy zostać” No… bo były wspaniałe, wspaniałe! Tylko tak jak mówię – jedna wada: nie może kierowca jeść, jak są kierowcy to ja ostrzegam i proponuję kierowcom na wynos. Żeby nie mieli problemu. Potem na sekcję wezmą kierowce?! Lepiej ostrzegać. I proszę pana, lubiłam, nie żałowałam, majątku wielkiego nie zrobiłam, i gościłam, ale dzisiaj człowiek jest stary, chory, pan myślisz, że tak bardzo się przejmujo? Że tak bardzo odwiedzajo? Nie, proszę pana! Jechali z Gliwic, jechali z Wrocławia, to zajeżdżali! Oj! Po tygodniu żeśmy gościli i całe rodziny! Jedne przyjechali, drugi dojeżdżali! Nie zdążyliśmy my dojechać na urlop, już chcą żebyśmy wracali, bo oni będą mieli bagaż to zamrażalki. Z jednej strony było dobrze, z drugiej było źle. Wspomnienia są mieszane.
