This is additional content area. Learn more
Eleonora Strzeszewska: Kiedyś przyjechałam tutaj, pamiętam, do PDT u z małym Irkiem. Irek mógł mieć 2 latka i zajęłam se kolejkę. I podchodzę do lady, patrzę co przywieźli, co przywieźli… No tam zorientowałam się i tak jeszcze tam patrzę, a kolejkę zamówiłam! A ktoś z kolejki mi mówi: „No z takim dzieckiem, to można stać” a on miał ze dwa latka, może dwa i pół. A ja mówię: „A czy pani uważa, że to co widać to wszystko?” i uznali mnie wtedy za ciężarną! I pozwolili mnie kupić. Raz jedyny tak mi się udało. A zawsze stałam, stałam, bo wie pan jak ja nie pracowałam, mieszkałam tutaj, zawsze wystałam, zawsze! Nigdy nie kombinowałam, nigdy. Wtedy jak mnie tak podeszli, no to tak im zręcznie odpowiedziałam. Chciało się kupić mięsko, kupiło się mięsko, wędlinę, kawałek szynki żeby kupić to trzeba było też i w Warszawie przyjść! Na Kijowskiej pobudowali ten blok, był dział mięsno-garmażeryjny, to tam najczęściej chodziłam, ale i na Folwarcznej i na Ząbkowskiej… było tych sklepów w koło mnie dużo. I dużo ludzi znałam z kolejek. Nie raz jak jakaś zołza trafiła się w kolejce, to odechciało się i tych znajomości! Proszę pana, stoję na Kijowskiej kilka godzin. Były flaki, takie z przyprawami, już krojone obgotowane, z przyprawami, w kartonach. Stoję za flakami, stoję za czymś innym, a z Kijowskiej taka cwaniara do mnie się przykleiła raz i przede mnie włazi, tak ją znałam z kolejki, z widzenia, to ja jej wtedy nie zwróciłam uwagi, a ta świnia się pomrowiła! Ja stoję już 3 godziny, czekam na dostawę, a ona znowuż przede mnie włazi! A ja mówię: „A co to?! Etat pani ma tutaj przede mną?! Co pani będzie zawsze wchodzić?!” I pognałam od tej pory, pognałam… Ona nie miała małych dzieci i ona nie mogła… no, pognałam ją. Tego gołębiarza matka.
