This is additional content area. Learn more
Prowadzący: Jakie dźwięki kojarzą się panu z Pragą? Nie mówię już o specyficznych, jakiekolwiek…
Zdzisław Rymarz: Dzwonki tramwajowe, klaksony samochodów. Słyszało się głosy handlarzy, którzy… ludzi, którzy: „Ostrzę! Ostrzenie, ostrzę noże! Ostrzę noże!”, czy tego typu kity, że naprawiają… szklarz przychodził, więc to się… na ogół tych ludzi nie wpuszczano na podwórze. Dopiero w czasie okupacji. Wchodzili, śpiewali piosenki – grupy artystyczne, nazwijmy to. W zimie jeszcze dochodziły dźwięki janczarów. Bo opady śniegu były, na chodnikach śniegu nie było, ale był na ulicy i jeździło się saniami. Jeszcze stuk kopyt końskich, bo dorożki były. I to, to chyba, to były takie najważniejsze dźwięki jakie się odbierało.
Wiesław Wencel: R: …znaczy to były dźwięki w ogóle, powiedziałbym, czasu. Nie tylko Pragi, bo… znaczy dźwięki moje na Pradze to były dźwięki specjalne, bo ja mieszkałem przy dworcu i o tym już mówiłem. Więc dźwięki dworca. No były no… znaczy w dzień to byliśmy przyzwyczajeni, w nocy były uciążliwe jednak. Znaczy stukanie pociągów to nie, ale jest taki dźwięk, którego współczesny, współczesna osoba, współcześnie żyjąca w epoce elektrowozów nie jest w stanie sobie wyobrazić, kiedy parowóz puszczał parę, nadmiar pary. To straszny ryk jakiś! To mimo że byliśmy tam przyzwyczajeni, to myślę, że cały blok wstawał na nogi w nocy. A to tak przeciętnie co drugą noc ze 2-3 razy parowóz spuszczał parę. To był… no i ten stukot. Ten stukot to… no też był niby uciążliwy. No jeszcze zapa… a jeszcze odgłosy, pan o odgłosy pytał. Przede wszystkim cechą tych odgłosów tamtego czasu byli ci… usługodawcy i przekupnie, no, domokrążcy, tak to można nazwać, którzy tak – no pamiętam taki okrzyk, i to było w takiej specjalnej intonacji, a tu panu nagram: „Jagodi! Jagodi!”, o z takim akcentem, albo: „Garnkji! Lutujię, reperujię!”, no. O, i, i tam potem były te dzwonienie tych dzwonków, bo ostrzyli noże, takie były maszynki, i tam dzwonił w ten dzwonek. No i jeszcze orkiestry były. No, ja nie mieszkałem w studni, to były takie bloki jak teraz osobne, ale przychodzili. Zawijało się, szczególnie w okupację, zawijało się w kawałek papieru pieniążek, żeby tam się nie zgubił, no i śpiewali tam różne te piosenki, te piosenki dnia 1 września roku pamiętnego, a do tego nikt się nie… ja widziałem, że nie było autocenzury. Czy w pociągu do strugi, bo w czasie okupacji tam na letnisko śmy chyba 2 razy wyjechali, jednak na letnisko. Rodzice dbali, żeby jakieś życie było normalne. Też śpiewali! Tam się nikt nie przejmował, czy będą jakieś szpiony czy nie, śpiewało się te różne antyniemieckie piosenki dość otwartym tekstem. Także… no właśnie, i co charakterystyczne wtedy dla tamtego czasu, właśnie te głosy tych, tych właśnie. A te garnki, a to patelnie lutuje, a tu jagody.
Romuald Dąbrowski: Przejazd 11-go Listopada tramwajów po pierwsze. Tramwaje były jeszcze z odkrytymi tylnymi platformami. Drzwi nie były zamykane, tak się wchodziło. Jeździło się, jako chłopaki uczyli się wyskakiwać i wskakiwać. Tak. I ewentualnie jeszcze była jazda na tak zwanym cycku, czyli zderzaku tylnym. Ten zderzak był po to, bo tak jak w samochodach teraz mamy haki tak zwane, tak? Bo jeden tramwaj może aa! A później do niego można jeszcze doczepić, prawda. W ten sposób. No i turkot wozów konnych. Charakterystyczny po bruku, czyli tak zwanych kocich łbach. No i ten ten kopyt końskich, tak. No, konie musiały być podkute, więc bieg po tych kocich łbach, czy nawet jechał tak zwanym, tak zwanego stępa, klap, klap, klap, klap, to to. No i chodzący handlarze, proszę pana, po podwórkach. Handlarze to znaczy – coś kupowali. Parasolki skupowali. Parasolki. Tak zawsze krzyczał: „Parasol… skupuję parasolki! Wyżymaczki!”, a myśmy chłopaki jeszcze dodawali: „I młode praczki!”. No. Teatrzyki kukiełkowe przyje… parawan, ci domorośli artyści jacyś tam, proszę pana, ustawiali parawan, to pan wie co to jest parawan, no. Przepraszam, że tak się głupio pytam, no ale pierwszy lepszy młodzieniec spotkany to nie będzie wiedział, na ulicy, co to jest parawan. No i tam nad tymi różnego rodzaju, a to diabełki, a to. No takie takie różne sceny. Dzisiaj już chyba nie ma tego rodzaju. Pacynki, tak, tak. Albo, albo na kijkach, no takie różne tam. A to się z domu… a to koza kogoś bodła, albo to: „A ty chodź ty za swoje zbytki, chodź do piekła boś ty brzydki!”, takie różne były scenki. No i ludzie z okien w papierkach wyrzucali moniaki, czyli drobne. Dzieciaki zaraz się… dzieciaki się zbiegły. Chłopcy zbiegli się, dziewczęta, proszę pana. No i ludzie z okien wystaw, wystawiali główki. No bo to oczywista w środku lata takie, tego rodzaju były.
Zbigniew Gajowniczek: Niestety mogę tylko powiedzieć to, że żadnych szczególnych dźwięków, które by moją uwagę zwracały nie było. Natomiast te dźwięki, które dochodziły do moich uszu, to były dźwięki z bazaru. To gwar ludzi, gwar, pokrzykiwania, różnego rodzaju, ale to różne, zawołania: „tu kupuje, tam kupuje, odejdź gówniarzu bo cię opluję”, o, coś takiego, prawda. „Tu się sprzedaje, tu się handluje, odejdź gówniarzu, bo cię opluję”. Takie, takie różnego rodzaju, takie różnego rodzaju. „Czarna wygrywa, czerwona wygrywa”… bo to byli i gracze i różnego rodzaju kanciarze, oszuści. Różne krzyki, nawoływania bazarowe: „U mnie to tego, handluj tutaj, ludzie, ludzie! Kupcie!”, „Przyjechał Gałązka z Górnego Śląska, z Australii na dziurawej bali”. No to było takie, pamiętam to: „Trzy lata łopatą wiosłował, aż do ciebie, droga klientelo, przyżeglował!”. Ili: „Kupujcie tutaj tego…” krzyczał tego, różnego rodzaju. Ludzie stawali, patrzyli się, tego, kupowali, no właśnie. Dobra reklama była.
